17.07.2014

Wyniki naboru do wolontariatu 15. LAF - znamy! Więcej

3.07.2014

Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółowymi informacjami dotyczącymi Ogólnopolskiego Konkursu Prelegentów Filmowych 2014!

25.06.2014

Rusza serwis akredytacyjny 15. Letniej Akademii Filmowej!
Wszystkich tych, którzy planują uczestniczyć w 15. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu (8-17.08.2014) i już teraz zechcą zamówić akredytację pozwalającą na korzystanie z atrakcji programu LAF, zachęcamy do przesyłania swoich zgłoszeń.
Formularze akredytacyjne znajdują się w zakładce Akredytacja.
Akredytowani mogą liczyć na naszą pomoc w znalezieniu noclegu w Zwierzyńcu w czasie trwania LAF.
Wszelkich informacji udziela Ania Petynia (dane kontaktowe) .

(łk)

12.05.2014
Konkurs na plakat 14. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu rozstrzygnięty!

Do tegorocznego konkursu wpłynęło 286 projektów plakatu. Prace charakteryzowały się bardzo dużą różnorodnością .Jury, po bardzo burzliwych obradach, wybrało projekt nadesłany przez Bartłomieja Belniaka. 

Zaproponowany plakat 15. edycji Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu spełniał wszystkie wymogi regulaminowe.Projekt bardzo pomysłowo nawiązał do jednego z tematów przewodnich 15. edycji Akademii - „Memento mori”, a tym samym najtrafniej oddał ideę konkursu. Urzekła nas niekonwencjonalność w podejściu do tematu śmierci i pogrzebu. Bartłomiej Belniak uniknął przytłaczającego nastroju i standardowych skojarzeń turpistycznych oraz zaproponował bajkową, pełną szerokich, kulturowych odwołań, wersję. Poddaliśmy się instynktownej nonszalancji autora przejawiającej się w odważnemu nawiązaniu do mało oczywistej symboliki dotyczącej śmierci i żałoby, a za taką uznajemy wykorzystanie motywu świerszcza.

Oryginalne podejście do tematu i nadanie mu wieloznacznego charakteru interpretacyjnego umożliwiło uniknięcie sztampowych, powtarzających się elementów. Brak dosłowności w potraktowaniu tematu przewodniego, bajkowa konwencja, doskonałe oddanie klimatu letniego festiwalu oraz wysoki poziom artystyczny sprawiły, że nasze głosy skłoniły się ku projektowi nadesłanemu przez Bartłomieja Belniaka. 

Autor projektu – Bartłomiej Belniak – otrzyma nagrodę pieniężną w wysokości 2000 zł oraz akredytację na 15. odsłonę Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu.

Zachęcamy do zapoznania się z tegorocznym projektem plakatu Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu.

31.03.2014

Rozpoczynamy rekrutację wolontariuszy na jubileuszową, 15. Letnią Akademię Filmową w Zwierzyńcu (8-17.08.2014r.). Szczegółowe informacje na temat naboru znajdują się w zakładce Wolontariat. Czekamy na Wasze zgłoszenia!

31.03.2014

Informujemy, że z powodu problemów technicznych pojawiają się problemy z dostarczeniem projektów w ramach konkursu na plakat 15. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Prosimy o dostarczanie projektów na adres joasia@laf.net.pl.

03.03.2014

Konkurs na plakat 14. edycji Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu został ogłoszony. Szczegóły znajdują się w zakładce Konkurs na plakat 15. LAF. Zapraszamy do zapoznania się z zasadami konkursu oraz regulaminem. Czekamy na Wasze prace!

10.08.2013

Dzień 9

Dzień dobry, dniu dziewiąty! Meteorologicznych osobliwości ciąg dalszy. Flamandzka prowincja, wśród dramatycznych i surowych krajobrazów której rozgrywa się akcja filmu „Anomalia”, to „miejscowość bez zarzutu”. Ludzie żyją bez tzw. fajerwerków, są jednak względnie sympatyczni i z pilnością wykonują swe obowiązki. Do czasu, kiedy zima ani myśli ustąpić miejsca wiośnie. Rezultat: nieudane plony. Zwierzęta również zaczynają sprawiać problemy. Właśnie… do kategorii zwierząt jak najbardziej zaliczyć można ludzi. Wokół tej tezy zbudowany jest cały film, to jej służy rozbudowana symbolika.„Nikt nie jest winny” i „wszyscy są winni” – takie stwierdzenia padają podczas jednego ze spotkań mieszkańców tej hermetycznej społeczności. Ich wypadkową jest oskarżenie rzucone en passant – za winnego zostaje uznany filozof-pszczelarz. Siła złego na jednego (co więcej – niewinnego i bezbronnego). Jeśli dodać do tego stwierdzenie jednej z postaci – „solidarność jest ulotna”, możemy tylko czekać na coraz to makabryczniejsze sceny. Film Brossensa i Woodworth ciężko jednoznacznie określić (ale nie ocenić!). Przykuwa już od pierwszych scen – umiejętnie budowanym i dawkowanym napięciem, skąpością wypowiadanych kwestii, zapierającymi dech w piersiach krajobrazami.
Czy to przypadek, że akurat tego dnia o ziemię uderzył tak upragniony deszcz? 
Na Lubelszczyznę zawitało 8 filmów Konrada Szołajskiego, które wzięły ze sobą też swojego twórcę. Po projekcji „Głosów” odbyło się spotkanie autorskie, na którym padały pytania nie tylko o ostatni film – hołd. Jest to jednak hołd nietypowy, albowiem złożony  profesji. Zawód spikera to gatunek ginący –  według reżysera „nie da się go nagiąć do dzisiejszej rzeczywistości”. Z głośników płyną głosy, które zna się – z radiostacji,  telewizorów, autobusów (sic!).  One tworzą pewną epokę, ich słuchanie to swoiste doświadczenie pokoleniowe. To dziwne doświadczenie – oglądanie ludzi, których znaliśmy dotychczas wyłącznie z fonii. „Szalenie ciekawym doświadczeniem było odkrywanie ich domów, zainteresowań” – przyznał reżyser. Znamienne, iż każdy z nich wykazuje znaczne zainteresowanie muzyką i świetny słuch muzyczny. Film zdążył jeszcze być zobaczony przez schorowanego ojca Konrada Szołajskiego – Lucjana, wyśmienitego lektora, któremu  dokument jest poświęcony. „Do moich mistrzów-profesorów należeli m. in. Kieślowski, Zanussi – uczyli nas, by szukać zawsze dziury w całym i kręcić inaczej” – wspominał twórca. Dokument bazuje na ludziach, którzy powinni być wciągający – nie tylko dla reżysera, ale i widza. Tacy z pewnością są bohaterowie wybierani przez Szołajskiego.Na oficjalne zakończenie – strzemiennego! „Vodka Lemon” Hinery Saleema została zaserwowana i opatrzona komentarzem „film zamknięcia”. Choć chronologicznie nie jest to ostatni film, przed seansem padła istotna informacja dotycząca kolejnej, okrągłej edycji LAFu. Kurdyjski reżyser Saleem ma mieć podczas niego swoje poletko – zaplanowana została retrospektywa jego filmów oraz przyjazd do Polski. I na tym poprzestańmy.
Wojciech Pawełczyk

9.08.2013

Dzień 8

Na rozkosznym Roztoczu anomalii ciąg dalszy. Widział ktoś może kiedyś „Wschód słońca” w późnych godzinach wieczornych, kiedy na nieboskłonie nie ma ani śladu słońca? Festiwalowicze mieli taką okazję. W kinie „Jowita” odbył się pokaz filmu F. W. Murnaua z muzyką na żywo. Za oprawę muzyczną do tego niemego filmu odpowiedzialna była Orkiestra Symfoniczna im. Karola Namysłowskiego pod batutą Rafała Rozmusa. W błędzie był jednak ten, kto oczekiwał spokojnej melodii a la „Morgenstimmung” Griega. Wielce sugestywna muzyka została idealnie dopasowana do zmieniających się nastrojów bohaterów.O kojącej funkcji sztuki przekonali się nie tylko świadkowie tego unikatowego występu. Bohaterowie filmu dokumentalnego „Sześć postaci” to osoby niepełnosprawne umysłowo. Uczęszczają na zajęcia Teatroterapii, w ramach której wystawią sztukę teatralną… dramat Luigi Pirandello. Zadziwia dojrzałość nie tylko repertuaru, lecz przede wszystkim – aktorów. Zręcznie posługują się nie tylko widelcem i nożem, ale też pojęciami abstrakcyjnymi – metaforą, symbolem. „Posiąść umiejętność abstrakcyjnego myślenia to krok milowy w rozwoju osoby niepełnosprawnej, niezależnie od tego, czy chodzi o osobę niewidomą, głuchą, czy opóźnioną w rozwoju” – stwierdziła opiekunka lubelskiej grupy teatralnej. Zmienia się spojrzenie na ludzi opóźnionych w rozwoju, powoli wychodzą oni z czegoś, co nosi miano „getta niepełnosprawnych”. „Warto zwrócić uwagę na fakt, iż kontakt z tego typu ludźmi ubogaca wewnętrznie i diametralnie zmienia spojrzenie na  świat” – dodała reżyser filmu, Natasza Ziółkowska-Kurczuk.
Na dzieło klasyka porywają się także więźniowie ukazani w filmie „Cezar musi umrzeć” braci Tavianich. Osadzeni mają wystawić sztukę Szekspira traktującą o Juliuszu Cezarze. Jolanta Herma w konkursowej prelekcji zwróciła uwagę na ciągłe kontrasty. Wprawny widz dostrzeże między innymi opozycję na liniach: aktorzy – mordercy, tragizm – komizm, wzniosła sztuka – poważne przewinienia.  Uhonorowany 14. Nagrodami Film włoskich reżyserów to poniekąd hołd złożony sztuce, która ma odkupieńczą siłę i daje człowiekowi samoświadomość.
Dzieci księdza. Czyż ten zlepek słów nie zostawia pewnego skandalizującego posmaku? Chorwacki komediodramat ukazuje księdza jakich wielu. Troszczy się on szczególnie niski przyrost naturalny niewielkiej parafii, w której sprawie posługę. Dobrymi intencjami jest jednak wybrukowane… piekło porodówek. Swą misję doprowadza do szczytów absurdalności, wchodząc w konszachty z dwójką małomiasteczkowych sprzedawców. Ich działania okazują się brzemienne w skutki – wzrost brzemiennych kobiet w mieścinie. Jakkolwiek głośne nie rozbrzmiewały salwy śmiechu podczas seansu, dyskusja z księdzem Markiem Lisem daleka była od tego żartobliwego tonu. Skupiała się głównie na sprawach antykoncepcji, aborcji, a nader wszystko – pedofilii w kościele. Adwersarze  w sporze o wizerunek kościoła i rolę duchownego musieli przenieść się poza salę „Skarbu”. 
Zwieńczeniem retrospektywy kubańskiego twórcy T. G. Alei był seans filmu dokumentalnego „Titon, z Hawany do Guantanamery”. Za kamerą stanęła Mirtha Ibarra – ulubiona aktorka oraz muza twórcy. Ukazany został życiorys reżysera od kołyski po katafalk. Sporo uwagi poświęcono pracy nad poszczególnymi filmami – ostro zarysowane tło historyczne pozwala dogłębniej zrozumieć tę jakże egzotyczną kulturę.„Pomysł stworzenia zrodził się po wydaniu korespondencji Alei z licznymi przyjaciółmi z branży filmowej” – opowiedziała Mirtha Ibarra po seansie. Aleia uchodzi za twórcę, który wyprzedził swój czas – Kubańczycy twierdzą zgodnie, iż ukazane w nich problemy nie tracą na aktualności. Obecność Mirthy Ibarry stanowiło także świetną okazję do przyjrzenia się obecnej sytuacji kubańskich filmowców. „Obserwuje się sporo młodych, kreatywnych twórców niezależnych, których największą bolączką jest brak funduszy” – stwierdziła Ibarra. Cóż, Polak, Kubańczyk – dwa bratanki. Przynajmniej w filmowej niedoli!

Wojciech Pawełczyk

8.08.2013

Dzień 7

"Kto ty jesteś?”
Uwaga, uwaga, postaraj się nie odpowiadać schematycznie. Ale jeśli już ma paść sakramentalne „Polak mały”, to warto spojrzeć nań trochę głębiej. Na cząstki elementarne rozebrała wpajany Polakom od kołyski wiersz Agnieszka Makowska. Spektakl w reżyserii Agaty Biziuk bogato czerpie z historii narodu i jego literatury – Mickiewicz, Leśmian, Staff... To rzecz o patriotyzmie. Duet Biziuk-Makowska odkurza stare archiwa i spogląda na pojęcie miłości do ojczyzny w wielorakich kontekstach. Przewijają się postaci historyczne, wielcy kronikarze i równie wielcy kłamcy. Aktorka wchodzi w różne role, podróżuje w czasie i przestrzeni. To osoba, na którą składa się burzliwa historia narodu – emigracje, wysiedlenia, repatriacje. „Sama nie wiem, czy jestem patriotką” – pomimo tej deklarowanej  niepewności ważną jest refleksja nad samym pojęciem. Bohaterka próbuje określić swą tożsamość, miotają nią sprzeczne uczucia – egzystuje w „dwóch układach odniesienia”. 
A jak zdefiniowałyby patriotyzm same artystki? Dla aktorki to przede wszystkim tolerancja i wypełnianie obowiązków. Nie podoba jej się szastanie tym pojęciem. A Agata Biziuk? „Patriotyzm to pamięć o tym, co było”. 
A wszystko zaczęło się od katastrofy smoleńskiej. „Pochowanie prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu to jedno z bardziej mitotwórczych wydarzeń najnowszej historii Polski” – twierdzi reżyserka przedstawienia. Usiłowała uniknąć patosu, którym trącą przedstawienia tego typu.
Pamiętacie „Cudzoziemkę” Marii Kuncewiczowej? Fabuła filmu „Kurczak ze śliwkami” tandemu Satrapi-Paronnaud mocno ją przypomina. Słychać dźwięki skrzypiec i łamanych serc. Różnią się jednak barwy. Tę francusko-belgijsko-niemiecką produkcję określa się mianem najbardziej bajkowej od czasów „Amelii”. Film Jean-Pierre Jeunet’a  zdaje się być często pewnym wyznacznikiem – zupełnie tak, jak gdyby istniała era przed i po Amelii. Nasser-Ali postanawia umrzeć. Ma ku temu swoje powody. Kocha tylko muzykę, której wykonywanie doprowadził do perfekcji, a także kobietę, z którą być nie może. Podstawą do stworzenia filmu stanowi komiks Marjane Satrapi. Wiele scen w istocie cechuje wysoka komiksowość. „Kurczak ze śliwkami” niepozbawiony jest uroku, momentów tragi-komicznych. Urzeka od pierwszego zetknięcia smyczka z instrumentem… aż po ostatni kęs.
„Dziewczyna z szafy” postanowiła opuścić swoją kryjówkę. Po seansie filmu Bodo Koxa odbyło się spotkanie z Magdaleną Różańską – odtwórczynią tytułowej roli tego komediodramatu. W celu pełniejszego przygotowania się musiała odciąć się od ludzi i zamknąć we własnym świecie. „Czasem dopadały mnie stany podobne do tych, które odczuwa bohaterka – niemoc, zniechęcenie” – wyznała aktorka. Wszystkie te emocje wróciły do niej podczas premiery, która miała miejsce jesienią ubiegłego roku. Równie profesjonalnie podszedł do roli Wojciech Mecwaldowski – na ekranie – upośledzony chłopak. „Wyprowadził się z domu rodzinnego do hotelu, zaniechał rozmów z ekipą podczas zdjęć„ – wspomina Różańska.
Czy istnieje sposób na kryzys? Nie, nie chodzi tutaj bynajmniej o kryzys ekonomiczny. W filmie dokumentalnym Iwo Kardela kryzys potraktowany jest metaforycznie. Pan Wojtek  to dozorca bloku z wielkiej płyty jakich nad Wisłą wiele. To swoisty bohater naszych czasów – pracowita złota rączka, uprzejmy, zadowolony z życia. Daleko mu jednak od męczącego hurraoptymizmu – co i rusz wysnuwa refleksje na temat współczesności, zabarwione lekką melancholią. Zwierzęta traktuje na równi z ludźmi. Potrafi dogadać się właściwie z każdym, nie ograniczają go uprzedzenia. A przecież na blokową menażerię składają się przeróżne elementy – podstarzały śpiewak, Wietnamczycy, rodzina hodująca króliki. To zupełne przeciwieństwo odźwiernego z filmu Kieślowskiego. Świat utrwalony w kadrach zdaje się zmieniać na lepsze pod wpływem tego zwykłego - niezwykłego człowieczka, którego postawy można pozazdrościć.
Wojciech Pawełczyk

7.08.2013

Dzień 6

Nie tylko festiwal sięgnął apogeum. W zenicie usadowiło się na dobre słońce. Nieznośny upał daje się we znaki.  W celu uniknięcia kanikuły schronić się można w jednym z czterech kin. Jeśli jeszcze na płótnie wyświetlą lodowaty (przynajmniej w warstwie kolorystycznej) film, pewną namiastkę zimy ma się jak w banku (a właściwie – jak w kinie). 
Emocjonalny chłód odczuwa się w dialogach ojca i syna. Marcel i Paweł Łozińscy wyruszają w podróż do Francji – kraju, w którym urodził się Łoziński – senior. W trakcie drogi wychodzą na jaw wszelkie niesnaski pomiędzy dwoma panami. Do głosu dochodzą tajone ansy, wzajemne żale. „Dawno już nosiłem się z zamiarem nakręcenia czegoś o ojcu – to postać bardzo filmowa” – opowiedział Łoziński-junior podczas spotkania autorskiego. Ponad rok po powrocie zasiadł był on za stołem montażowym, co następnie zrobił jego ojciec. Powstały więc dwa filmy, których autorzy inaczej rozłożyli akcenty. „Sądzę, że lepiej nie pokazywać tych filmów razem, lepiej funkcjonują osobno” – uznał. Osobno funkcjonują też członkowie rodziny, których relacje są bardzo napięte.
Wszystkie drogi prowadzą na Dworzec Kurski. Niezależnie od obranego kierunku. Busola bohatera monodramu „Moska-Pietuszki” zawsze też powiedzie do alkoholu. Spektakl oparto na motywach powieści Wieniedikta Jerofiejewa pod tym samym tytułem.  Jest to niezwykle przejmująca wypowiedź – spowiedź alkoholika, który pociągiem zamierza przebyć swoją własną odyseję. Sztuka Jarosława Zonia bazuje na początkowym fragmencie książki, co kreuje pewną atmosferę niedopowiedzenia. Wsiądzie do pociągu? Wypije coś? Upije się? Całość ujęta w ramy stukotu kół pociągu. Duszna atmosfera (i to nie tylko za sprawą nieklimatyzowanej sali) przytłacza. Kieliszki wódki wlewane są do organizmu bohatera, na czole i włosach perlą się kropelki potu. Aktorowi udało stworzyć się portret człowieka wyobcowanego, wystraszonego, zmagającego się z denaturowanymi demonami. „Twórczość tego rosyjskiego pisarza znałem dosyć długo. Spektakl powstał na potrzeby konkursu, którego motywem przewodnim był mit podróży” – objaśnił Jarosław Zoń po przedstawieniu. Pomimo faktu, iż od premiery upłynęło 8 lat, występ w Zwierzyńcu był dopiero czwartym publicznym pokazem.
O północy na przybrowarną scenę zleciały „Czarne Motyle”. Cztery niewiasty wzięły w bagażu instrumenty z nieco innej epoki. Któż dziś grywa na pile, barabanie czy trzyrzędowej harmonii? Zgromadzeni przed estradą widzowie-ćmy muskani byli niegdysiejszymi evergreenami (odczytywanymi z pożółkłych stert nut) oraz melodiami rustykalnymi.
Powrót do czasów dawnych zafundowała także Filmoteka Narodowa. „Oglądamy coś, co właściwie nie powinno istnieć” – stwierdził we wstępie rektor festiwalu – Piotr Kotowski. Spokojnie, to żadne zdrożności. Film „Rok 1869” Edwarda Puchalskiego powstał w 1922 roku i niedawno został odnowiony. To pierwsza ukończona ekranizacja powieści „Wierna rzeka” Stefana Żeromskiego. Wierny okazuje się być nie tylko ten ciek wodny, ale i sam film – na planszach wielokrotnie pojawiają się cytaty wyjęte wprost z dzieła kieleckiego pisarza. Z kolei dyrektor Filmoteki Narodowej – Tadeusz Kowalski – przeprowadził po etapach rekonstrukcji. Konserwacja, stan w wysokiej rozdzielczości, czyszczenie obrazu… Blisko 80% dzieł sprzed 1939 roku zniknęło – zwierzynieccy widzowie obcowali zatem z unikatem.  Po oryginalnej oprawie muzycznej nie zachowała się ani jedna nuta – nie jest nawet pewne, czy takowa istniała. Zrekonstruowaną wersję okraszył dźwiękami Michał Lorenc, który na swym koncie ma już niejedną oprawę muzyczną do filmów.
Wojciech Pawełczyk

6.08.2013

Dzień 5

No i proszę! Ledwo zdążyliśmy nabrać pewnej orientacji w Zwierzyńcu, a tutaj już półmetek festiwalu…
Na udany półmetek – przedstawienie. Spektakl „Karol i Helena” mógłby nosić podtytuł zaczerpnięty z innej sztuki traktującej o tych samych problemach – „Tektonika uczuć” E. E. Schmitta.  Mamy oto małżeństwo polonisty z kulturoznawczynią. Z tego związku rodzi się nie tylko dziecko, ale też znaczna ilość zabawnych sytuacji. A to czytanie bajki staje się pretekstem do tropienia w niej elementów rasizmu i walki klasowej. To znów do głosu dochodzą skrywane i wstydliwe marzenia małżonków. Gra aktorska przypomina samo życie bohaterów – odznacza się żywiołowością, spontanicznością.  „Czerpiemy ze swojego życia, ale nie tylko” – uznał zgodnie duet, który w rzeczywistości  jest małżeństwem. „Spektakl o Karolu i Helenie powstał na użytek audycji radiowej – wtedy nie mieliśmy jeszcze dzieci, ani nawet ich nie planowaliśmy!” – opowiedział Mateusz Grydlik, tytułowy Karol. 
Piąty dzień LAF to również dalszy ciąg seansów kina pakistańskiego w ramach cyklu „Taliwood”. Tym razem oddaliśmy się w ręce Jamila Dehlawi za pomocą obrazu „Ręce sprawiedliwości”. Opowiada on historię dziennikarza – Arnolda Silvermana – próbuje dociec przyczyn ataku terrorystycznego na WTC. Kierowany pobudkami prywatnymi (jego siostra padła ofiarą zamachu), niezwykle silnie angażuje się w tę sprawę. Po seansie reżyser wysnuł własne refleksje na temat terroryzmu – „O zamachu dowiedziałem się w Londynie. Moja pierwsza reakcja? Dobrze im tak!”. Praca nad filmem w znacznym stopniu go upolityczniła – „zależało mi, aby dociec prawdy, dojść do źródeł tej całej nienawiści, nie opowiadając się po żadnej ze stron.” Mimo wielu lat spędzonych w Europie Zachodniej, reżyser przyznaje, iż silnie związany jest z wyznawanym Mahometanizmem. „Karaczi to moje miasto rodzinne, które mnie uformowało w największym stopniu. Nastroje społeczne są tam niezwykle napięte, 40% gospodarki skupia się na armii” – poinformował. Interesująca wydaje się sprawa odbioru tego filmu w samej ojczyźnie Dehlawiego. Nie miała miejsca wprawdzie oficjalna premiera („Ręce sprawiedliwości” pokazywane były tylko na jednym festiwalu), ale nieźle rozwinięte piractwo sprawiło, że film dotarł do szerszej publiczności. „Nie jest to jednak film dla masowego odbiorcy” – śpieszy z wyjaśnieniem filmowiec. Ze względu na mnogość dialektów musiałyby być do niego dołączone przetłumaczone napisy. Dodatkowym obostrzeniem jest prężnie działająca cenzura. „Pakistańska publiczność składa się w głównej mierze z ludzi wykształconych, którzy rozumieją tę sprawę”. Film ten ma za zadanie zachęcić do dialogu – znamienne są tutaj słowa padające z ust jednego z bohaterów „z wrogiem należy rozmawiać”.
Alfred Hitchcock twierdził, jakoby film powinien zaczynać się trzęsieniem ziemi, a później napięcie powinno już tylko rosnąć. Katastrofa tej rangi nie wydaje się jednak warunkiem sine qua non. Choć dziełu Benedka Fliegaufa „To tylko wiatr” daleko do gatunku „thriller”, widz czuje się niemalże osaczony. Na przełomie 2008 i 2009 roku doszło do brutalnego ataku na jedną z romskich rodzin żyjącej na Węgrzech. W przerażenie wprawia eskalacja ksenofobii i wszędobylska nienawiść. Atmosferą grozy przesycona jest właściwie każda scena, która z pozoru zdaje się być niewinna (np. grający w strzelaniny chłopcy w kafejce internetowej).  Projekcja wzbogacona została o konkursową prelekcję Doroty Pogorzelskiej. Jej wypowiedź przybliżyła widzom aktualną sytuację społeczności romskiej, ale i ich kulturę.
Na myśl o problemach współczesnego świata głowią się tęgie głowy. Głową pokręciłby z pewnością ks. Józef Tischner.  „Tischner byłby dzisiaj bardziej potrzebny niż kiedykolwiek indziej” – stwierdził Szymon Wróbel – autor filmu dokumentalnego „Jego oczami”. Ukazuje on w swoim dokumencie osobę niezwykle ciepłą, przyjazną, oddaną przede wszystkim ludziom i miłującą ich nad wszystko. Robi to poprzez wypowiedzi bliskich mu ludzi, w przeważającej części – brata – Kazimierza Tischnera. „Zaprzyjaźniłem się z panem Kazimierzem, nazywa mnie swoim wnukiem - ciągle utrzymujemy ze sobą kontakt – dzwoni w każdą niedzielą i pyta, czy byłem w kościele” – opowiadał filmowiec podczas spotkania autorskiego. Widz towarzyszy duchownemu od kołyski po katafalk – pojawia się sporo anegdot z dzieciństwa, ale i późniejszych etapów życia.  „Obserwuję dziś zatrważający kryzys autorytetów, nie tylko w Kościele. Starałem się jednak stronić od politykowania i filozofowania” – wyjaśnia Szymon Wróbel. 
Wojciech Pawełczyk

5.08.2013

Dzień 4

Czas na dokument! Dzięki dokumentalnemu filmowi Tomasza Wolskiego zwyczajny zjadacz chleba mógł zajrzeć w najdziwniejsze zakamarki Pałacu. I to nie byle jakiego Pałacu, chodzi bowiem o warszawski Pałac Kultury i Nauki. Dokument zdaje się nie bez kozery nosić tytuł „Pałac” – jego działalność nie ma na pozór do czynienia ani z jednym, ani z drugim elementem. „Nosiłem się z zamiarem nakręcenia czegoś o pałacu już na początku swej drogi twórczej. Jest on jednak na tyle skomplikowany, że po prostu przerósł mnie – początkującego filmowca” – stwierdził reżyser podczas spotkania autorskiego.  „Gros pomieszczeń zostało przeze mnie niezbadanych, to temat na wieloodcinkowy serial ” - dodał.Budowla okazuje się inspirująca nie tylko dla filmowców. Reżyser wspominał o ornitologu, który jedną ze swych prac poświęcił ptakom rozbijającym się o pałacowe mury. Wokół nich spotkać można istny zwierzyniec – kuny, orły, kruki… i z tymi ostatnimi wiąże się pewna anegdota. Właściciele pojazdów zaparkowanych wokół gmachu dziwili się, gdy regularnie wybijane są szyby w ich samochodach.  Okazało się, iż kruki nieopatrznie brały kamienie za orzechy, chwytały, wzbijały się do lotu, a następnieCodzienność nie jest już jednak tak wesoła. Kamera prowadzi widza po najmroczniejszych czeluściach tej nieprzeniknionej budowli, która żyje własnym życiem. Kilometry rur, tysiące włączników, ściana złożona z podglądów monitoringu… całość robi wrażenie upiorne.
Od razu nasuwają się skojarzenia z Orwellem, Kafką, Bułhakowem. „Spotykają się tam przedstawiciele każdej grupy społecznej – w toalecie człowiek natyka się na żula z ulicy oraz Olbrychskiego” – zauważa Wolski.„Jestem pizzą pieczarkową, zjedz mnie! Zjedz mnie! Jestem pyszna i kaloryczna” – ta radosna twórczość pada z ust jednej z uczestniczek obozu odchudzającego, bohaterki dokumentu „Obóz” Tomasza Jeziorskiego. Pozornie zabawny tekst ukazuje jednak zatrważającą rzeczywistość. Dzieci zmagają się nie tylko z otyłością, kompleksami, ale i… niewyrozumiałymi  wychowawcami. Atmosfera nie wydaje się sprzyjać zrzucaniu zbędnych kilogramów, o budowaniu poczucia własnej wartości nie wspominając.

Rozpoczął się także Konkurs Prelegentów. Wprowadzenia do dwóch nowych dzieł niemieckiej kinematografii wygłosili: Anna Kurzęcka oraz Michał Jędrzejek. Każdy z prelegentów kładł akcenty na inne elementy poszczególnych dzieł filmowych. Anna Kurzęcka skupiła się w swoim wystąpieniu na twórczości Hansa-Christiana – reżysera pokazywanego filmu „Dom na weekend”. Zwróciła uwagę na diametralnie różny odbiór w Niemczech i Polsce. Michał Jędrzejek osnuł swoją prelekcję do obrazu „Hannah Arendt” wokół trzech kobiet  - tytułowej myślicielki, grającą jej rolę aktorki – Barbary Sukowej oraz reżyserki – Margarethe von Trotty. Przybliżył życiorysy poszczególnych niewiast. Skupił się na procesie Eichmanna, którego pokłosiem było zrodzenie się kontrowersyjnych tez na temat banalności zła  oraz udziale Żydów w Szoah.„Czuję, że jestem martwy, choć przecież jeszcze żyję”. Tę gorzką refleksję snuje jeden z bohaterów najnowszego dokumentu  Maciej Drygasa. Abu Haraz to niewielkiej powierzchni miejscowość w Sudanie Północnym. Jej mieszkańcy muszą zostać przesiedleni. Na ich oczach umiera część świat, w którym żyli i  z którym byli mocno związani. Ich wspólnota, niczym marquezowski klan Buenidów, ulega pewnej dezintegracji. „To pierwszy dokument obserwacyjny, jaki nakręciłem – wcześniej tworzyłem dokumenty, w których poniekąd kreowałem rzeczywistość” – opowiedział po seansie reżyser, który w Afryce spędził blisko pół roku. 
Dzień został zwieńczony występem grupy „Tygiel Folk Banda”. Kapelę tworzą w znacznej mierze muzycy prezentujący się na przybrowarnej estradzie wieczór wcześniej.  Licznie zgromadzona publiczność udała się muzycznym wehikułem czasu w rejony Bałkan. Nie zapomniano jednak o korzeniach – na tyglu smażyły się elementy muzyki właściwej Słowianom. Tygiel to określenie tym bardziej trafne, ponieważ niektóre tytuły piosenek odnoszą się do… żywności. I tak oto z głośników popłynęła „Wódka” czy też „Tutti-frutti”. 

Wojciech Pawełczyk

4.08.2013

Dzień 3

Trzecie przykazanie brzmi „Pamiętaj, aby dzień święty święcić”. Wizyta w świątyni X. Muzy nie zastąpi wprawdzie nabożeństwa, niemniej jednak warto wspomnieć o rozpoczynającym się właśnie cyklu „Rekolekcje filmowe”. W jego ramach prezentowane są filmy o tematyce około religijnej.
„Niewiadoma Henryka Fasta” Agnieszki Elbanowskiej  to historia nad wyraz osobliwa. Momentami tak absurdalna, iż trudno uwierzyć w jej prawdziwość. Niewiadoma, a raczej Nieznajoma – to kobieta-ideał, którego poszukuje tytułowy bohater. Internetowy anons jego autorstwa jego autorstwa informuje dokładnie o preferencjach Henryka. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że Henryk to emerytowany staruszek. Zastanawiające są jego koleje życiowe – większość życia spędził w USA, w tym kraju mieszka trójka jego dzieci. Utrzymuje kontakt tylko z córką – co więcej – po angielsku, którym to włada w stopniu średnim. Ciężko mówić o jakiejkolwiek nici porozumienia – miast umacniać więzi rodzinne, Henryk znajduje sposób na walkę z rutyną – poszukiwanie prawdziwej miłości. Mimo wszystkich zabawnych scen,  najnowszy dokument Elbanowskiej to obraz przyprawiający o dość smutny nastrój.
Pomimo stosunkowo późnej pory, rzesze kinomanów przybyły do kina „Skarb” na seans  jednej z festiwalowych perełek -„Imagine” To najnowszy film Andrzeja Jakimowskiego, którego akcja osadzona została w Lizbonie. „Lubię południowe światło. Lizbona to miasto niezwykle tolerancyjne, nadaje się do tego filmu, który jest w nim głęboko osadzony” – stwierdził reżyser na spotkaniu autorskim. Oświetlenie nadaje sceneriom niesłychanie pięknych barw… cóż z tego, skoro kolorów nie widzą główni bohaterowie – wychowankowie ośrodka dla ociemniałych. Do kliniki okulistycznej przybywa Ian – ociemniały mężczyzna poruszający się bez pomocy laski. Radzenia sobie bez jej użycia chce nauczyć swoich podopiecznych. „Wyobraźcie sobie świat wokół, po prostu wyobraźcie” – zachęca. Nie jest to jednak wyłącznie obrazek z życia osób niepełnosprawnych. Dzieło Jakimowskiego stawia pytania o ograniczenia ludzi (niezależnie od ich stanu zdrowotnego) i próbuje na nowo zdefiniować pojęcie wolności i bezpieczeństwa. Reżyser skłania się ku twierdzeniu, jakoby świat poznawało się umysłem, wyobraźnią, a nie zmysłami. „Nosiłem się z zamiarem nakręcenia tego filmu już od dłuższego czasu – miałem kiedyś niewidomego sąsiada, który żył o wiele aktywniej ode mnie, często podróżował. Intrygowało mnie jego życie” – wyznał filmowiec. „Imagine” to także metafora wiedzy. „W końcu ludzie widzący wyraźniej, wiedzący więcej to jednostki często dla nas niewygodne, wprawiające w konsternację” – mówi Jakimowski. Ma na myśli nie tylko jednostki wybitne, jak chociażby Sokratesa czy Jezusa, ale też bohaterów dnia codziennego, istniejących w naszym otoczeniu.
Podobno przy encyklopedycznym haśle „Alkohol” pojawiał się kiedyś dopisek, iż podane normy spożycia tej substancji nie dotyczą Polaków i Rosjan. Alkoholizm w kulturze wschodnich sąsiadów to zagadnienie bardzo złożone. Świadczy o tym chociażby mnogość sposobów i różnorodnych konwencji jej ukazania.  Film „A rano się obudzili” Siergieja Nikonienki powstał na kanwie kilku utworów Wailija Szukszyna. Uznany za piewcę ówczesnej rzeczywistości, został niejako zapomniany po swojej śmierci. Państwo nie chciało dofinansować rzeczonego filmu, dlatego artyści – ludzie bliscy Szukszynowi – zdecydowali się na samodzielną produkcję. Obraz „A rano się obudzili” uchodzi za pierwszą niezależną produkcję w poradzieckiej Rosji, stał się wręcz legendą – wykonano blisko…15, mln nielegalnych kopii. Choć stężenie alkoholu we krwi ósemki bohaterów jest wysokie,  ich losy pokazane są w krzywym zwierciadle i ze sporą dawką humoru, w parze za którym podąża jednak smutek.
W ślad za swym ojcem podąża małoletni bohater filmu „Koktebel” Borysa Chlebnikowa i Aleksieja Popogrebskiego. Ich cel: tytułowy Koktebel, miejscowość na Krymie. Nim tam jednak dotrą (w dodatku – osobno), okoliczności zmuszą ich do podróży wewnętrznej, przewartościowania wielu spraw oraz zmierzenia się z własnymi słabościami (ojciec kolejny raz zagląda do butelki). 
Wojciech Pawełczyk

3.08.2013

Dzień 2

„Rozświetlały burz rozbłyski miłość naszą tyle lat,raz Ty brałaś swe walizki, to znów ja ruszałem w świat”sł. Jacques Brel, tł. Wojciech Młynarski

Pierwsze linijki tej słynnej piosenki belgijskiego barda  najlepiej oddają to, co dzieje się w związku pewnej nowojorskiej pary. Różnica polega jedynie na tym, iż trzeba by zaśpiewać „brałeś”, albowiem mamy do czynienia ze związkiem dwóch mężczyzn – Erika i Paula. Czy to właściwie coś zmienia? Prelegent Artur Zaborski stwierdził, iż  podział na kino gejowskie i „całą resztę” nie jest tak silny jak niegdyś. „Te przemiany w kinie ciągle się dokonują. Związki homoseksualistów w niczym nie ustępują związkom heteroseksualnym. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z takimi samymi problemami”.  Obraz o oryginalnym tytule „Keep the lights on” odrzucany był przez rzeszę amerykańskich wytwórni, co skłoniło reżysera – Irę Sachsa – do postawienia na produkcję niezależną. Nie ukrywa on, że gros pokazanych scen wyjętych jest z jego poprzedniego związku. Obecnie także pracuje on nad filmem o relacji dwóch mężczyzn, którzy zamierzają się pobrać po blisko 20. latach bycia razem.


Spotkanie z reż. Jacobem Dammasem ("Pomorskie iluzje")

Spotkanie z reż. Michałem Bielawskim ("Mundial. Gra o wszystko")

Na dobre rozpoczęły się spotkania z filmowcami. Jeden z twórców, który swą obecnością uświetnił festiwal, to Jacek Bławut, reżyser filmów dokumentalnych i fabularnych. Ciężko właściwie rozłożyć akcenty pomiędzy tymi dwoma gatunkami – choć to właśnie dokumentami Jacek Bławut się wsławił, postanowił niedawno zaprzestać ich kręcenia. „Całe życie zajmowałem się swoimi bohaterami, pora zająć się sobą” – uzasadnia powzięta decyzję. „Kręcenie dokumentów jest męczące – życie bohaterów wchodzi w nasze życie i odwrotnie” – komentował twórca. Za całokształt twórczości na polu dokumentu Jackowi Bławutowi wręczono statuetkę „Nienormalnego szczura w koronie”. Spotkanie, prowadzone przez Wojciecha Kałużyńskiego, poprzedził pokaz przejmującego obrazu „Szczur w koronie”, ukazującym losy zmagającego się z nałogiem alkoholowym trzydziestolatka Michała. Obserwujemy jego liczne zmiany miejsc zamieszkania, wędrówkę po znajomych – pijących i abstynentach, a także po ośrodkach odwykowych. Kolejna próba zerwania z   uzależnieniem, kolejny upadek. Szczególnie sugestywne jest zakończenie filmu, któremu daleko do happy endu. „Wierzyłem, że ten film skończy się pięknie, ożeni się, skończy szkołę”.

Spotkanie z reż. Jackiem Bławutem

Podobnie nieporadny jest Noi Albinoi – protagonista filmu Dagura Kariego. Outsider, żyjący w świecie swoich marzeń – świat realny nie wydaje się zresztą zbyt przyjemny (zasypana śniegiem po dachy domów senna prowincja).  Nie chce wstać do szkoły – babcia budzi go wystrzałem ze strzelby. Niepoprawnie marzy o byciu adwokatem. Nie czyni jednak niczego, co mogłoby zmienić jego przyszłość. Woli, by ktoś zdecydował za niego. Przyszłość odczytuje mu… jasnowidz – lokalny mechanik. Paradoksalnie, jego nieprzystosowanie i ucieczka od rzeczywistości okazują się dlań zbawienne – cudem udaje mu się uniknąć śmierci pod zwałami lawiny. 
Magii ciąg dalszy. Nie minęła jedna doba, aż przy Starym Browarze  zgromadzili się liczni kinomani, aby poznać dalsze losy Johana – bohatera filmu „Szybki Cash 2”. Choć fizycznie upłynęły zaledwie 24. godziny, na ekranie przenosimy się lata  do przodu. Cóż – kino – wehikuł magiczny. Podobnie magiczne okazały się dźwięki zespołu „Black Velvet Band”.

Koncert zespołu Black Velvet Band

Gitara elektryczna, bęben huculski, mandolina – na pozór instrumenty te nie mają żadnego wspólnego mianownika. Muzycy „Black Velvet Band” reprezentują  nurt folk-rockowy. Ich występ wprawił  publikę w zdumienie, kiedy to ze sceny zaczęły płynąć rymy odnoszące się do… zwierzynieckiej rzeczywistości. Koncert ten rozpoczął cykl muzycznych spotkań z przeróżnymi gatunkami muzycznymi, które z początku wydawać mogą się nieprzystające
Wojciech Pawełczyk

2.08.2013

Dzień 1

Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu – to nie jest festiwal dla tchórzliwych ludzi. Rok temu – nieszczęsna trzynastka. Jeśli ktoś przesądny (ew. cierpiący na triskaidekafobię  – irracjonalny lęk przed tą liczbą) myślał, że podczas 14. edycji odetchnie z ulgą… cóż. Spozierający z plakatu czort zdaje się komunikować zgoła co innego. Nie sprawdza się w tym przypadku powiedzenie, iż „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Jak się okazało – diabeł może i towarzyszy LAFowiczom na każdym kroku.

Rozpoczęła się 14. edycja festiwalu w Zwierzyńcu. Fascynująca podróż do wszystkich zakątków świata (i nie tylko) –Skandynawia, Pakistan, Świteź … Śniegi Kilimandżaro i słońce Toskanii. Kapitan – Książę Ciemności. Pasażerowie – dzieci księdza, Hitlera, natury, dziewczyny w trampkach i z szafy, Rasputin. Nie zabraknie i autostopowiczów. Minimum dwa razy „Miłość”, ale i „Agonia”. Menu – „Truskawki i czekolada”, „Kurczak ze śliwkami”, „Vodka Lemon”, „35 kieliszków rumu”.
Pierwszym (chronologicznie) seansem dla dorosłych był islandzki film „Honor domu”, wyświetlany w ramach cyklu „Kino z krainy gejzerów”. Na Islandii wybuchają jednak nie tylko gejzery, ale też ludzkie namiętności. Mamy oto wysoko sytuowaną rodzinę. Rannvig, młodej kobiecie, nieśpieszno do małżeństwa. Salonowi lalusie nudzą ją, woli zajmować się wyszywaniem. Kiedy jednak wraca z podróży do Kopenhagi, okazuje się, iż jest w ciąży. Przynosi tym samym hańbę swojemu rodowi, duszącemu się w sieci konwenansów oplatającej umysły mieszkańców malutkiej miejscowości. Najaktywniejszą w potępianiu   jest…siostra bohaterki. Rozpoczyna się zawiła i męcząca dla obu stron konfrontacja. Oparty na utworze Noblisty film wyróżnia się nie tylko porywającym aktorstwem, ale też otoczką wizualno-dźwiękową.  Forma nie przerasta jednak treści, a dopełnia ją.Relacje rodzinne to również temat dokumentu Heleny Třeštíkovej o wdzięcznym tytule „Prywatny wszechświat”. „To tzw. „czasobierny dokument”. Tego bohemizmu nie da się jednak przełożyć na język polski” – stwierdził prelegent, Maciej Gil. Czeska twórczyni zręcznie łączy socjologię i film. W 1974 otrzymała pozwolenie na rejestrację filmu o zmianach zachodzących w kobiecie pod wpływem macierzyństwa. Zbiegło się to w czasie z ciążą jej bliskiej znajomej. Ogrom materiału montowany był przez blisko 100 dni. Dzieje rodziny przedstawione są na tle wiekopomnych wydarzeń dziejowych. Skale makro i mikro nieustannie się przeplatają. Młodemu małżeństwo rodzi się pierwsze dziecko, co utrwalone zostaje na czarno-białej kliszy. Jurij Gagarin podbija przestrzeń kosmiczną, a Karel Gott – estrady. Na świat przychodzą kolejne dzieci. Rodzi się partia, odradza się demokracja. Rewolucje okresu dojrzewania idą wespół z burzami politycznymi. Telewizja i fotografia nabierają barw. Rodzą się kolejne pokolenia. Eksploracja kosmosu staje się luksusem, na który pozwolić mogą sobie najbogatsi. I świat toczy  się dalej. Tfu, wszechświat! 
Zdobycie berlińskich barów to cel bezimiennej (i jakże zarazem uniwersalnej) bohaterki filmu Ulrike Ottinger. Kreśli ona sugestywny „Portret pijaczki”, pokazywany w ramach cyklu „Diabeł w butelce”, traktującym o alkoholikach w filmie. Kobieta zatraca się w swym nałogu. Z jej ust nie pada ani jedno słowo – organ ten służy jej wyłącznie do przyjmowania wysokoprocentowych płynów. Zimna, nastawiona wyłącznie na zdobywanie kolejnych barów. Jest nie tylko „niema”, ale i głucha na otoczenie. Towarzyszące jej trio aniołów stróżów, wymieniające się statystycznymi danymi na temat alkoholizmu, jest bezradne i godne pożałowania . Kolejne ujęcia są niejako ekspozycją coraz to dziwniejszych stanów psychicznych bohaterki. Droga prowadzi do zatracenia w alkoholizmie, który to okazuje się być stąpaniem po cienkim szkle.
Oficjalnemu otwarciu 14. edycji festiwalu towarzyszyła muzyka disco rodem z Rosji. Tak, tak – film „Russendisko” opowiada  o trójce chłopców, którzy uciekają z Rosji do Niemiec. Pełni pomysłów na życie, skrzętnie realizują swoje plany. Tworzą specyficzny zlepek skrajnie różnych osobowości i postaw życiowych. Jeśli dorzucić do tego ich wybranki serca, nakreślone równo wyraziście, widz otrzymuje słodko-gorzki film o dojrzewaniu, obfitujący w zabawne sytuacje.
W Zwierzyńcu diabeł nie mówi „dobranoc”. O 22:00 na ścianie Browaru został wyświetlony film Daniela Espinozy - „Szybki cash”. Potyczki Johana można było obserwować z wygodniejszej niż rok temu perspektywy – wszystko dzięki specjalnym leżakom, poprawiającym komfort seansu. 

Wojciech Pawełczyk

28.07.2013

Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółowym harmonogramem projekcji 14. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Pobierz.

16.07.2013

Pierwsze przymiarki do kalendarza projekcji 14. LAF!
Znamy już terminarz prelekcji Ogólnopolskiego Konkursu Prelegentów Filmowych' 2013. Tym samym, znamy godziny projekcji 10. filmów z afisza Kina Salto.
Wiemy także, kto w tym roku zasiądzie w jury Konkursu. więcej

(łk)

12.07.2013

Wyniki rekrutacji wolontariuszy 14. LAF! więcej

(łk)

30.06.2013

Zakończyliśmy nabór zgłoszeń do wolontariatu tegorocznej LAF. Dziękujemy za Wasze aplikacje. Zapraszamy do śledzenia LAF na FB, gdzie także opublikujemy informacje o wynikach rekrutacji.

(łk)

13.06.2013

Rusza serwis akredytacyjny 14. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Wszystkich chętnych do przeżycia tego lata filmowej przygody w Zwierzyńcu zapraszamy do przesyłania akredytacji do 30.07.br. Aktualne formularze akredytacyjne można znaleźć w zakładce Akredytacja. Koleżanka Anna Petynia dyżuruje przy telefonie, by rozwiać wszelkie wątpliwości związane z uczestnictwem w 14. LAF, czyli: jak skorzystać z oferty filmowej LAF, jak dojechać do Zwierzyńca tego lata, gdzie i za jaką cenę znaleźć nocleg i gdzie dobrze w Zwierzyńcu się posilić.

(łk)

22.04.2013

Konkurs na plakat 14. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu rozstrzygnięty! Do tegorocznego konkursu wpłynęła rekordowa ilość prac. Otrzymaliśmy aż 346 projektów, w tym także od profesjonalistów. Po bardzo burzliwych obradach jury wybrało projekt nadesłany przez Bartłomieja Belniaka. Uzasadnienie wyboru i plakat do znajdują się w zakładce Konkurs na plakat 14. LAF.

31.03.2013

Ruszył nabór wolontariuszy 14. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu (2-11.08.2013)!
Szczegółowe informacje o rekrutacji znajdują się w zakładce Wolontariat.
Na Wasze zgłoszenia czekamy do 30.06.2013.

łk

06.03.2013

Konkurs na plakat 14. edycji Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu został ogłoszony. Szczegóły znajdują się w zakładce Konkurs na plakat 14. LAF. Zapraszamy do zapoznania się z zasadami konkursu oraz regulaminem. Czekamy na Wasze prace!

12.08.2012

Przy Jowicie, w dzień sierpniowy,
takie słyszy się rozmowy:
„-Czyżby to był koniec LAF-u?”
„-Koniec, koniec, trudna rada-
pan Kotowski nie pogada…”.

Daty są nieubłagane. Na ziemię pofrunęła kartka wieszcząca sądny dzień – 12 sierpnia. Pociągi i PKS-y kursują jakby pełniejsze i, z racji aury, zapłakane deszczem. W kinach jakby puściej, seanse – krótsze, prelegenci dawno pozapominali, o czym mówili. Ale krótki metraż nie oznacza bynajmniej lżejszej tematyki. Przeciwnie – to, co obejrzymy w czasie kilku/kilkunastu minut nieraz wwierca się w umysł głębiej, aniżeli natłok obrazów i długo nie daje o sobie zapomnieć. Z całą pewnością tyczy się to białoruskich obrazów – nieścisłości w śledztwie a propos zamachu w mińskim metrze, „Zabawa w wojnę” (czy trzeba tłumaczyć tytuł?). Pogodniej jest już w „Galerii Ady”, która wbrew wszechobecnej biedzie i beznadziei, staje się bezpiecznym azylem.

Filmem wyświetlanym na samym końcu (w sensie zegarowym) jest włoski dramat historyczno-biograficzny sprzed 2 lat. Mamy oto relację, jakich wiele: matka i syn. Niby niezwykli , są to wszak Jezus i Maryja. Widz poznaje ich jednak od strony niezwykle człowieczej – obserwujemy proces dorastania Jezusa, religia nie gra pierwszych skrzypiec w opowieści.  Fascynująca więź zaskakuje swą trwałością i siłą. Zarówno rodzicielka, jak i jej pociecha, nawet w najtrudniejszych chwilach , gotowi są wyznać drugiemu tytułowe „Jestem z Tobą”.

I wy bądźcie z nami za rok!

Wojciech Pawełczyk

11.08.2012

Ostatni tak obfitujący w filmy dzień LAFowy, wśród których można by znaleźć wiele wspólnych mianowników.

Wpierw przeszliśmy „Drogę na drugą stronę”. Nie można jednak powiedzieć, iż była to droga przez mękę, a już na pewno - nie mękę widza. Męczył się jednak główny bohater tego animowanego dokumentu (brawa za pomysł i zręczne wykonanie!). Obraz tym bardziej wstrząsający, gdyż autentyczny.  Historia młodego rumuńskiego emigranta- Claudiu Crulica - który, niesłusznie więziony przez polski wymiar sprawiedliwości, rozpoczyna strajk głodowy. Buntowniczy idealista budził wśród publiczności skrajne reakcje, wszyscy jednak poruszył swa bezkompromisowością, odwagą, uporem i walką.

Zagłodzić postanawia się także bohater-narrator paradokumentu „Odgłosy robaków”. Podtytuł: „Zapiski mumii” nie wróży niczego dobrego. Przymknijmy jednak oczy na podtytuł, wyostrzmy słuch na tytułowe odgłosy, ale przede wszystkim – na słowach mężczyzny, który w lesie, wśród deszczu, ale i Dantego postanawia pożegnać ten świat. Z resztkami sił.  Człowiek „bez twarzy”, odwołujący się do wielu religii, rozpaczliwie szukający sensu dotychczasowego istnienia. Film z całą pewnością mocny, trzymający w napięciu. Który wpis to już ten ostatni? Która kropka stawiana z nadzieją, że będzie kolejna?  Czy i mnie, śmiertelnikowi, takie myśli będą chodziły po głowie, nim ktoś „wyłączy nam prąd w środku dnia”?

Las i przemijanie to główne motywy fabularnego debiutu Piotra Dumały, cenionego twórcy filmów animowanych. Film o jakże znamiennym tytule – „Las”. Kopalnia ukrytych sensów, mniej lub bardziej zakamuflowanych symboli i motywów, znanych już z Biblii. Niemalże paraboliczna wędrówka eksplorująca więzi ojca i syna. Wędrówki rozumianej raz jako przemijanie, to znów – wprowadzanie dziecka w dorosły, czyli okrutny świat. Obserwujemy również zupełną zamianę ról – raz ojciec, to znów syn jest „górą”, dominującą stroną relacji. Ważny film, niezwykle osobisty, utrzymany w poważnej tonacji i czarno-białej kolorystyce. Nie mogło go zabraknąć podczas przeglądu filmów o tematyce około leśnej.

Wojciech Pawełczyk

10.08.2012

Ósmy dzień LAF-u za nami.
Jednym z filmów z liczbą w tytule to „Kobieta z piątej dzielnicy” w reżyserii naszego rodaka, Pawła Pawlikowskiego, znanego głównie z filmu „Lato miłości”. U boku zagranicznego aktora Ethana Hawka wystąpiła polska aktorka – Joanna Kulig, z którą po seansie odbyło się spotkanie.  We właściwy sobie, entuzjastyczny sposób mówiła o niełatwej nauce języków obcych, debiucie – filmowym i muzycznym. Na ekranie wykonuje piosenkę z repertuary Ewy Demarczyk = „Tomaszów”. Film oparty na kanwie książki Douglasa Kennedy’ego.  Thriller opowiadający historię amerykańskiego wykładowcy, wracającego do Francji w celu odnowienia kontaktu z córką. Plany spełzają jednak na niczym, gdy w życiu bohatera pojawi się tytułowa femme fatales.

Sześć uścisków dłoni – istnieje teoria, iż właśnie tyle wystarczy, by doznać pośredniego kontaktu z każdym człowiekiem na kuli ziemskiej. Zamiast sześciu uścisków, bohaterowie „Noworocznej choinki”, rosyjskiej świątecznej komedii, wykonują sześć telefonów. Sześć osób, sześć osobnych historii w kilku rosyjskich miastach i strefach czasowych. Rytm filmu odmierza odliczanie do północy, kiedy to zacznie się Nowy Rok, a prezydent wygłosi tradycyjne orędzie… A z wykonaniem zadania trzeba zdążyć właśnie przed północą. Niezwykle ciepły, pomimo wszechobecnego – zarówno na ekranie, jak i w Zwierzyńcu – chłodu.
Zimno emocjonalne wyczuć można było czasem z ust aktorki – Agnieszki Przepiórskiej w trakcie monodramu „I będą święta”. To przejmujący i kameralny spektakl o stracie. Chociaż strata w przedstawieniu jest ściśle określone – bohaterka jest żoną jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej – sztuka niesie ze sobą wartości uniwersalne, ukazuje człowieka zmagającego się ze stratą jako-taką. Obserwujemy przechodzenie wszystkich faz żałoby – od niedowierzania, poprzez idealizację, aż po pogodzenie się z utratą ukochanej osoby.  Worek emocji i uczuć, jakie prezentuje Przepiórska, jest naprawdę imponujący.

Pełnym osobistych impresji, czerpiący bogato z doświadczenia samego siebie (co sugeruje już tytuł) i podświadomości, jest obraz „Biec w stronę Ty”. Debiutancki, silnie poetycki krótki metraż w reżyserii Hanki Brulińskiej, parającej się  także aktorstwem na deskach scenicznych oraz przed kamerą.  
Odbyła się także jedna z ostatnich projekcji z cyklu „Homokino”.  Ukazuje destrukcyjną siłę pożądania mężczyzny, wtłoczonego w sztywne ramy konserwatywnego życia tradycyjnej rodziny, do chłopaka należącego do rodziny. Film o tyle kontrowersyjny i nowatorski, gdyż ukazuje realia RPA.
Innym obrazem, co prawda nie pokazywanym w ramach cyklu Homokino, lecz Kino Nocne, podejmujący jednak tematykę LGBT, jest komedia „Śniadanie ze Scotem”. Mamy tutaj dwójkę wyoutowanych gejów, zdolnych do tworzenia zdrowych relacji (w przeciwieństwie do większości bohaterów ukazywanych filmów), decydujących przyjąć pod swoje skrzydła nastolatka – tytułowego Scota. Przyjemny akcent na zakończenie wieczoru.

Wojciech Pawełczyk

9.08.2012

LAF trwa w najlepsze już od tygodnia.
7. dnia festiwalu można było obejrzeć film amerykańskiego reżysera – Steve McQueen’a – „Wstyd”, którego polska premiera odbyła się w lutym bieżącego roku, wywołał sporo kontrowersji. Odważny obraz wewnętrznego rozkładu nowojorskiego singla uzależnionego od seksu. Douglasem kieruje wyłącznie popęd, jest on niezdolny do zawierania zdrowych relacji z otoczeniem, z rodziną włącznie. Dramat trzyma w napięciu aż do finału. Warto przyjrzeć się temu obrazowi bliżej także ze strony wizualnej, do czego zachęcał Kobas Laksa, konkursowy prelegent. „Nawet tak pozornie błahe rzeczy, jak napisy na tabliczkach w metrze mogą korespondować  z treścią„  - przekonywał.

W scenerii wielkiego miasta i błysku fleszów toczy się krótkometrażowy dokument Piotra Bernasia. To portret jednego z fotoreporterów. Portret jednak nakreślony z fotograficzną dokładnością i psychologiczną głębią. Wyostrzone studium fotografa-krwiopijcy w świecie, w którym zacierają się granice pomiędzy prywatnością, a życiem publicznym, a wszystko jest na sprzedaż – i to za niemałe pieniądze.
Bardziej pogodny pogląd na rzeczywistość wyraża debiutancki film młodej polskiej reżyserki – Agnieszki Gomułki. Czy można spędzić w interesujący sposób „Lato w mieście”? Jak najbardziej! Film z gatunku obyczajowych ukazuje życie trójki bohaterów, każdy przeżywający własne problemy i rozterki. Buntownicza nastolatka popada w konflikty z matką, młody mężczyzna po wyjściu z więzienia próbuje zmazać z siebie piętno i rozpocząć nowe życie – spotkanie takich osobowości nie zdarza się na co dzień.
„Miliard szczęśliwych ludzi” – czy to w ogóle możliwe? Próby „uszczęśliwienia” podejmuje polski zespół disco-polo Bayer Full, który wyrusza do Chin, by podbić tamtejszy rynek muzyczny. Projekt bacznie śledzi kamera Macieja Bochniaka. W urzeczywistnieniu projektu ma pomóc sinolog, przekładając teksty piosenek. Powiedzieć, że żmudne próby śpiewania w azjatyckim języku idą ciężko, to mało powiedzieć. „I kto powiedział, że disco-polo to proste teksty?!”- kwituje jedna z bohaterek. Ambitne plany spełzły na niczym, mimo to film wart obejrzenia – zetknięcie się dwóch odmiennie różnych kultur i sposobów myślenia, ośmieszenie polskich „wad narodowych” i krytyka hipokryzji. Ale i tak – sprzedaż płyt zespołu poszybowała w górę w Polsce, a piosenka „Polak i Chińczyk to jedna rodzina” stała się hitem.

Muzyka na żywo rozgościła się w Zwierzyńcu na dobre. W chłodny, deszczowy wieczór czas można było spędzić na kilka sposobów. W kinie „Dzięcioł” – recital „Ludzie! Nie trzeba się bać”. Duet odeskiego i łódzkiego pieśniarza wykonał rosyjskie pieśni Aleksandra Galicza, w Polsce mało popularnego, swą wielkością dorównujący jednak Włodzimierzowi Wysockiemu i Bułatowi Okudżawie.  Inny, równie egzotyczny, bo perski duet dał koncert przy Starym Browarze. Były to już ostatnie muzyczne popisy tego festiwalu – teraz już tylko teatr i film!

Wojciech Pawełczyk

8.08.2012

Imieniny miesiąca obchodziliśmy w różnych zwierzynieckich kinach.
Na dobry początek - „Maximo Oliveros rozkwita”. To odważny filipiński, paradokumentalny film LGBT. Rozkwita nastoletni bohater, podobnie jak rozkwitają kwiaty, które nosi we włosach. Tak, tak, mieszkający w slumsach dwunastolatek  nie wstydzi się swojej homoseksualnej orientacji, jego platoniczne uczucie w stosunku do miejscowego policjanta jest rzeczą powszechnie wiadomą. Sytuację komplikuje jednak fakt, iż rodzina Maxima jest na bakier z prawem, tak ściśle przestrzeganym przez mundurowego.

Przenosimy się do chłodniejszych rejonów. Duński komediodramat „Nie ma tego złego” to przedziwny obraz, przepełniony czarnym humorem. Bohaterowie, cierpiący na chroniczną samotność, radzą z nią sobie, jak mogą, każda jednak – w sposób dosyć kaleki – prostytucję, ekshibicjonizm, granie w filmach porno… Obsesje seksualne sprowadzają ich na wspólne ścieżki.
Słów „nie ma tego złego” nie mogliby jednak wypowiedzieć bohaterowie filmu dokumentalno-fabularnego „Nasze dzieci”, bardzo trudno osiągalnego. Obraz ukazuje środowisko Żydów po II wojnie światowej, skupiając się na najmłodszych ocalałych z Holocaustu. Ich przejmujące historię porażają brutalnością. Niestety, film nigdy nie trafił do szerszej dystrybucji z powodów polityczno-ideologicznych – lata 50. to rozwój stalinizmu na ziemiach polskich.

Schizofreniczny nastrój panował także w „Klatce”. Szwedzki thriller swą groteskowością częściej budził jednak śmiech widzów. Przerysowany charakter głównego bohatera,  adepta medycyny,  zamkniętego w sobie i zamkniętego we własnym mieszkaniu. Tytuł można zatem traktować dwojako – klatka schodowa, na której rozgrywa się znaczna część filmu, ale i klatka-mieszkanie. Ciężko wyzbyć się skojarzeń z „Lokatorem” Polańskiego. Film duetu Lundborg-Storm nie miał jednak takich ambicji.

Pod wieczór w kinie „Skarb” – „Supermarket”. Podobnie jak skandynawski dreszczowiec,  najnowszy film Macieja Żuka, toczy się w specyficznej, dosyć zamkniętej przestrzeni – tytułowym sklepie. Jednym, jakich wiele w naszym kraju. To właśnie w tej niby ściśle określonej przestrzeni, a jednak – porażającej swoim ogromem, toczy się prawdziwy dramat  - rodzinny i kryminalny. W roli głównej – szef firmy ochroniarskiej, grany przez Mariana Dziędziela. Oskarżony o kradzież – bogaty jubiler. Z tego połączenia nie może wyjść nic przyjemnego. Obraz można odczytywać na niejednej płaszczyźnie – dyskretna krytyka konsumpcjonizmu, ukazanie upadku moralnego, mającego swoje korzenie w naturze ludzkiej, ale i niełatwym okresie PRL. Film wzbudził skrajnie różne reakcje u widowni, która miała okazję podzielenia się swoimi odczuciami z reżyserem w poprojekcyjnym spotkaniu - „dlaczego tyle zła?” i „takie życie”. Na opinię krytyki i szerszej publiczności przyjdzie nam czekać do zimy 2013 roku.

Wojciech Pawełczyk

7.08.2012

Półmetek LAFu, ale bynajmniej nie spuszczamy z tonu!
Wysokie tony powzięła kijowska kapela „Folknery”, która dała wieczorno-nocny koncert przy Starym Browarze. Urzekająca mieszanka dźwięków wyczarowanych za pomocą takich instrumentów, jak lira korbowa, akordeon, bęben, pozwoliła  zgromadzonym przenieść się myślami w rejony wschodniej Europy – Ukrainy, Bułgarii, Turcji. Energetyczne wykonania pieśni ludowych pokazały, że folk wcale nie musi kojarzyć się z obciachem i wiochą – czy i Polakom nie przydałaby się zmiana nastawienia w stosunku tego, co rustykalne?

Również  w przestrzeni natury umiejscowiona jest akcja czechosłowackiego filmu z lat. 60 „Diamenty nocy”. Przejmujący obraz bazujący na opowiadaniu Arnosta Lustiga, ukazuje ucieczkę dwójki młodych Żydów z obozu koncentracyjnego. Eksperymentalny, epatujący brutalnością film, świetnie oddaje nastroje towarzyszące bohaterom za pomocą różnych środków wyjazdu. Naturalistyczne sceny spożywania szyszek, ucieczki przed wieśniakami oraz swoista surowość na długo zapadają w pamięć. Rytm oddechu widza wyznacza rytm oddechu uciekinierów.Podobnie surowy jest „Artel” Siergieja Łoznicy. Ubogie w warstwie słownej migawki jednego dnia z życia mężczyzn dokonujących odwierty w lodzie każą nam myśleć, że tak wygląda każdy ich dzień – pełen znoju, bezsensownej, nieefektywnej pracy w ciężkich warunkach.

„Kilka lat temu, gdy na ekrany wchodził film „Złe wychowanie” Almodova

Co warto zobaczyć?

Zwierzyniec przez 350 lat związany był z Ordynacją Zamojską i właśnie materialne ślady po Ordynacji zaliczane są do najcenniejszych obiektów zabytkowych miasteczka. więcej

Skontaktuj się z nami

Stowarzyszenie Filmowe CinéEuropa
ul. Narutowicza 23/9
20-004 Lublin 
t: 81 440 33 89 
f: 81 440 33 79więcej

Archiwum LAF

Zapraszamy do archiwum LAF.

www.laf-archiwum.net.pl