22.04.2013
Konkurs na plakat 14. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu rozstrzygnięty! Do tegorocznego konkursu wpłynęła rekordowa ilość prac. Otrzymaliśmy aż 346 projektów, w tym także od profesjonalistów. Po bardzo burzliwych obradach jury wybrało projekt nadesłany przez Bartłomieja Belniaka. Uzasadnienie wyboru i plakat do znajdują się w zakładce Konkurs na plakat 14. LAF.
31.03.2013
Ruszył nabór wolontariuszy 14. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu (2-11.08.2013)!
Szczegółowe informacje o rekrutacji znajdują się w zakładce Wolontariat.
Na Wasze zgłoszenia czekamy do 30.06.2013.
łk
06.03.2013
Konkurs na plakat 14. edycji Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu został ogłoszony. Szczegóły znajdują się w zakładce Konkurs na plakat 14. LAF. Zapraszamy do zapoznania się z zasadami konkursu oraz regulaminem. Czekamy na Wasze prace!
12.08.2012
Przy Jowicie, w dzień sierpniowy,
takie słyszy się rozmowy:
„-Czyżby to był koniec LAF-u?”
„-Koniec, koniec, trudna rada-
pan Kotowski nie pogada…”.
Daty są nieubłagane. Na ziemię pofrunęła kartka wieszcząca sądny dzień – 12 sierpnia. Pociągi i PKS-y kursują jakby pełniejsze i, z racji aury, zapłakane deszczem. W kinach jakby puściej, seanse – krótsze, prelegenci dawno pozapominali, o czym mówili. Ale krótki metraż nie oznacza bynajmniej lżejszej tematyki. Przeciwnie – to, co obejrzymy w czasie kilku/kilkunastu minut nieraz wwierca się w umysł głębiej, aniżeli natłok obrazów i długo nie daje o sobie zapomnieć. Z całą pewnością tyczy się to białoruskich obrazów – nieścisłości w śledztwie a propos zamachu w mińskim metrze, „Zabawa w wojnę” (czy trzeba tłumaczyć tytuł?). Pogodniej jest już w „Galerii Ady”, która wbrew wszechobecnej biedzie i beznadziei, staje się bezpiecznym azylem.
Filmem wyświetlanym na samym końcu (w sensie zegarowym) jest włoski dramat historyczno-biograficzny sprzed 2 lat. Mamy oto relację, jakich wiele: matka i syn. Niby niezwykli , są to wszak Jezus i Maryja. Widz poznaje ich jednak od strony niezwykle człowieczej – obserwujemy proces dorastania Jezusa, religia nie gra pierwszych skrzypiec w opowieści. Fascynująca więź zaskakuje swą trwałością i siłą. Zarówno rodzicielka, jak i jej pociecha, nawet w najtrudniejszych chwilach , gotowi są wyznać drugiemu tytułowe „Jestem z Tobą”.
I wy bądźcie z nami za rok!
Wojciech Pawełczyk
11.08.2012
Ostatni tak obfitujący w filmy dzień LAFowy, wśród których można by znaleźć wiele wspólnych mianowników.
Wpierw przeszliśmy „Drogę na drugą stronę”. Nie można jednak powiedzieć, iż była to droga przez mękę, a już na pewno - nie mękę widza. Męczył się jednak główny bohater tego animowanego dokumentu (brawa za pomysł i zręczne wykonanie!). Obraz tym bardziej wstrząsający, gdyż autentyczny. Historia młodego rumuńskiego emigranta- Claudiu Crulica - który, niesłusznie więziony przez polski wymiar sprawiedliwości, rozpoczyna strajk głodowy. Buntowniczy idealista budził wśród publiczności skrajne reakcje, wszyscy jednak poruszył swa bezkompromisowością, odwagą, uporem i walką.
Zagłodzić postanawia się także bohater-narrator paradokumentu „Odgłosy robaków”. Podtytuł: „Zapiski mumii” nie wróży niczego dobrego. Przymknijmy jednak oczy na podtytuł, wyostrzmy słuch na tytułowe odgłosy, ale przede wszystkim – na słowach mężczyzny, który w lesie, wśród deszczu, ale i Dantego postanawia pożegnać ten świat. Z resztkami sił. Człowiek „bez twarzy”, odwołujący się do wielu religii, rozpaczliwie szukający sensu dotychczasowego istnienia. Film z całą pewnością mocny, trzymający w napięciu. Który wpis to już ten ostatni? Która kropka stawiana z nadzieją, że będzie kolejna? Czy i mnie, śmiertelnikowi, takie myśli będą chodziły po głowie, nim ktoś „wyłączy nam prąd w środku dnia”?
Las i przemijanie to główne motywy fabularnego debiutu Piotra Dumały, cenionego twórcy filmów animowanych. Film o jakże znamiennym tytule – „Las”. Kopalnia ukrytych sensów, mniej lub bardziej zakamuflowanych symboli i motywów, znanych już z Biblii. Niemalże paraboliczna wędrówka eksplorująca więzi ojca i syna. Wędrówki rozumianej raz jako przemijanie, to znów – wprowadzanie dziecka w dorosły, czyli okrutny świat. Obserwujemy również zupełną zamianę ról – raz ojciec, to znów syn jest „górą”, dominującą stroną relacji. Ważny film, niezwykle osobisty, utrzymany w poważnej tonacji i czarno-białej kolorystyce. Nie mogło go zabraknąć podczas przeglądu filmów o tematyce około leśnej.
Wojciech Pawełczyk
10.08.2012
Ósmy dzień LAF-u za nami.
Jednym z filmów z liczbą w tytule to „Kobieta z piątej dzielnicy” w reżyserii naszego rodaka, Pawła Pawlikowskiego, znanego głównie z filmu „Lato miłości”. U boku zagranicznego aktora Ethana Hawka wystąpiła polska aktorka – Joanna Kulig, z którą po seansie odbyło się spotkanie. We właściwy sobie, entuzjastyczny sposób mówiła o niełatwej nauce języków obcych, debiucie – filmowym i muzycznym. Na ekranie wykonuje piosenkę z repertuary Ewy Demarczyk = „Tomaszów”. Film oparty na kanwie książki Douglasa Kennedy’ego. Thriller opowiadający historię amerykańskiego wykładowcy, wracającego do Francji w celu odnowienia kontaktu z córką. Plany spełzają jednak na niczym, gdy w życiu bohatera pojawi się tytułowa femme fatales.
Sześć uścisków dłoni – istnieje teoria, iż właśnie tyle wystarczy, by doznać pośredniego kontaktu z każdym człowiekiem na kuli ziemskiej. Zamiast sześciu uścisków, bohaterowie „Noworocznej choinki”, rosyjskiej świątecznej komedii, wykonują sześć telefonów. Sześć osób, sześć osobnych historii w kilku rosyjskich miastach i strefach czasowych. Rytm filmu odmierza odliczanie do północy, kiedy to zacznie się Nowy Rok, a prezydent wygłosi tradycyjne orędzie… A z wykonaniem zadania trzeba zdążyć właśnie przed północą. Niezwykle ciepły, pomimo wszechobecnego – zarówno na ekranie, jak i w Zwierzyńcu – chłodu.
Zimno emocjonalne wyczuć można było czasem z ust aktorki – Agnieszki Przepiórskiej w trakcie monodramu „I będą święta”. To przejmujący i kameralny spektakl o stracie. Chociaż strata w przedstawieniu jest ściśle określone – bohaterka jest żoną jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej – sztuka niesie ze sobą wartości uniwersalne, ukazuje człowieka zmagającego się ze stratą jako-taką. Obserwujemy przechodzenie wszystkich faz żałoby – od niedowierzania, poprzez idealizację, aż po pogodzenie się z utratą ukochanej osoby. Worek emocji i uczuć, jakie prezentuje Przepiórska, jest naprawdę imponujący.
Pełnym osobistych impresji, czerpiący bogato z doświadczenia samego siebie (co sugeruje już tytuł) i podświadomości, jest obraz „Biec w stronę Ty”. Debiutancki, silnie poetycki krótki metraż w reżyserii Hanki Brulińskiej, parającej się także aktorstwem na deskach scenicznych oraz przed kamerą.
Odbyła się także jedna z ostatnich projekcji z cyklu „Homokino”. Ukazuje destrukcyjną siłę pożądania mężczyzny, wtłoczonego w sztywne ramy konserwatywnego życia tradycyjnej rodziny, do chłopaka należącego do rodziny. Film o tyle kontrowersyjny i nowatorski, gdyż ukazuje realia RPA.
Innym obrazem, co prawda nie pokazywanym w ramach cyklu Homokino, lecz Kino Nocne, podejmujący jednak tematykę LGBT, jest komedia „Śniadanie ze Scotem”. Mamy tutaj dwójkę wyoutowanych gejów, zdolnych do tworzenia zdrowych relacji (w przeciwieństwie do większości bohaterów ukazywanych filmów), decydujących przyjąć pod swoje skrzydła nastolatka – tytułowego Scota. Przyjemny akcent na zakończenie wieczoru.
Wojciech Pawełczyk
9.08.2012
LAF trwa w najlepsze już od tygodnia.
7. dnia festiwalu można było obejrzeć film amerykańskiego reżysera – Steve McQueen’a – „Wstyd”, którego polska premiera odbyła się w lutym bieżącego roku, wywołał sporo kontrowersji. Odważny obraz wewnętrznego rozkładu nowojorskiego singla uzależnionego od seksu. Douglasem kieruje wyłącznie popęd, jest on niezdolny do zawierania zdrowych relacji z otoczeniem, z rodziną włącznie. Dramat trzyma w napięciu aż do finału. Warto przyjrzeć się temu obrazowi bliżej także ze strony wizualnej, do czego zachęcał Kobas Laksa, konkursowy prelegent. „Nawet tak pozornie błahe rzeczy, jak napisy na tabliczkach w metrze mogą korespondować z treścią„ - przekonywał.
W scenerii wielkiego miasta i błysku fleszów toczy się krótkometrażowy dokument Piotra Bernasia. To portret jednego z fotoreporterów. Portret jednak nakreślony z fotograficzną dokładnością i psychologiczną głębią. Wyostrzone studium fotografa-krwiopijcy w świecie, w którym zacierają się granice pomiędzy prywatnością, a życiem publicznym, a wszystko jest na sprzedaż – i to za niemałe pieniądze.
Bardziej pogodny pogląd na rzeczywistość wyraża debiutancki film młodej polskiej reżyserki – Agnieszki Gomułki. Czy można spędzić w interesujący sposób „Lato w mieście”? Jak najbardziej! Film z gatunku obyczajowych ukazuje życie trójki bohaterów, każdy przeżywający własne problemy i rozterki. Buntownicza nastolatka popada w konflikty z matką, młody mężczyzna po wyjściu z więzienia próbuje zmazać z siebie piętno i rozpocząć nowe życie – spotkanie takich osobowości nie zdarza się na co dzień.
„Miliard szczęśliwych ludzi” – czy to w ogóle możliwe? Próby „uszczęśliwienia” podejmuje polski zespół disco-polo Bayer Full, który wyrusza do Chin, by podbić tamtejszy rynek muzyczny. Projekt bacznie śledzi kamera Macieja Bochniaka. W urzeczywistnieniu projektu ma pomóc sinolog, przekładając teksty piosenek. Powiedzieć, że żmudne próby śpiewania w azjatyckim języku idą ciężko, to mało powiedzieć. „I kto powiedział, że disco-polo to proste teksty?!”- kwituje jedna z bohaterek. Ambitne plany spełzły na niczym, mimo to film wart obejrzenia – zetknięcie się dwóch odmiennie różnych kultur i sposobów myślenia, ośmieszenie polskich „wad narodowych” i krytyka hipokryzji. Ale i tak – sprzedaż płyt zespołu poszybowała w górę w Polsce, a piosenka „Polak i Chińczyk to jedna rodzina” stała się hitem.
Muzyka na żywo rozgościła się w Zwierzyńcu na dobre. W chłodny, deszczowy wieczór czas można było spędzić na kilka sposobów. W kinie „Dzięcioł” – recital „Ludzie! Nie trzeba się bać”. Duet odeskiego i łódzkiego pieśniarza wykonał rosyjskie pieśni Aleksandra Galicza, w Polsce mało popularnego, swą wielkością dorównujący jednak Włodzimierzowi Wysockiemu i Bułatowi Okudżawie. Inny, równie egzotyczny, bo perski duet dał koncert przy Starym Browarze. Były to już ostatnie muzyczne popisy tego festiwalu – teraz już tylko teatr i film!
Wojciech Pawełczyk
8.08.2012
Imieniny miesiąca obchodziliśmy w różnych zwierzynieckich kinach.
Na dobry początek - „Maximo Oliveros rozkwita”. To odważny filipiński, paradokumentalny film LGBT. Rozkwita nastoletni bohater, podobnie jak rozkwitają kwiaty, które nosi we włosach. Tak, tak, mieszkający w slumsach dwunastolatek nie wstydzi się swojej homoseksualnej orientacji, jego platoniczne uczucie w stosunku do miejscowego policjanta jest rzeczą powszechnie wiadomą. Sytuację komplikuje jednak fakt, iż rodzina Maxima jest na bakier z prawem, tak ściśle przestrzeganym przez mundurowego.
Przenosimy się do chłodniejszych rejonów. Duński komediodramat „Nie ma tego złego” to przedziwny obraz, przepełniony czarnym humorem. Bohaterowie, cierpiący na chroniczną samotność, radzą z nią sobie, jak mogą, każda jednak – w sposób dosyć kaleki – prostytucję, ekshibicjonizm, granie w filmach porno… Obsesje seksualne sprowadzają ich na wspólne ścieżki.
Słów „nie ma tego złego” nie mogliby jednak wypowiedzieć bohaterowie filmu dokumentalno-fabularnego „Nasze dzieci”, bardzo trudno osiągalnego. Obraz ukazuje środowisko Żydów po II wojnie światowej, skupiając się na najmłodszych ocalałych z Holocaustu. Ich przejmujące historię porażają brutalnością. Niestety, film nigdy nie trafił do szerszej dystrybucji z powodów polityczno-ideologicznych – lata 50. to rozwój stalinizmu na ziemiach polskich.
Schizofreniczny nastrój panował także w „Klatce”. Szwedzki thriller swą groteskowością częściej budził jednak śmiech widzów. Przerysowany charakter głównego bohatera, adepta medycyny, zamkniętego w sobie i zamkniętego we własnym mieszkaniu. Tytuł można zatem traktować dwojako – klatka schodowa, na której rozgrywa się znaczna część filmu, ale i klatka-mieszkanie. Ciężko wyzbyć się skojarzeń z „Lokatorem” Polańskiego. Film duetu Lundborg-Storm nie miał jednak takich ambicji.
Pod wieczór w kinie „Skarb” – „Supermarket”. Podobnie jak skandynawski dreszczowiec, najnowszy film Macieja Żuka, toczy się w specyficznej, dosyć zamkniętej przestrzeni – tytułowym sklepie. Jednym, jakich wiele w naszym kraju. To właśnie w tej niby ściśle określonej przestrzeni, a jednak – porażającej swoim ogromem, toczy się prawdziwy dramat - rodzinny i kryminalny. W roli głównej – szef firmy ochroniarskiej, grany przez Mariana Dziędziela. Oskarżony o kradzież – bogaty jubiler. Z tego połączenia nie może wyjść nic przyjemnego. Obraz można odczytywać na niejednej płaszczyźnie – dyskretna krytyka konsumpcjonizmu, ukazanie upadku moralnego, mającego swoje korzenie w naturze ludzkiej, ale i niełatwym okresie PRL. Film wzbudził skrajnie różne reakcje u widowni, która miała okazję podzielenia się swoimi odczuciami z reżyserem w poprojekcyjnym spotkaniu - „dlaczego tyle zła?” i „takie życie”. Na opinię krytyki i szerszej publiczności przyjdzie nam czekać do zimy 2013 roku.
Wojciech Pawełczyk
7.08.2012
Półmetek LAFu, ale bynajmniej nie spuszczamy z tonu!
Wysokie tony powzięła kijowska kapela „Folknery”, która dała wieczorno-nocny koncert przy Starym Browarze. Urzekająca mieszanka dźwięków wyczarowanych za pomocą takich instrumentów, jak lira korbowa, akordeon, bęben, pozwoliła zgromadzonym przenieść się myślami w rejony wschodniej Europy – Ukrainy, Bułgarii, Turcji. Energetyczne wykonania pieśni ludowych pokazały, że folk wcale nie musi kojarzyć się z obciachem i wiochą – czy i Polakom nie przydałaby się zmiana nastawienia w stosunku tego, co rustykalne?
Również w przestrzeni natury umiejscowiona jest akcja czechosłowackiego filmu z lat. 60 „Diamenty nocy”. Przejmujący obraz bazujący na opowiadaniu Arnosta Lustiga, ukazuje ucieczkę dwójki młodych Żydów z obozu koncentracyjnego. Eksperymentalny, epatujący brutalnością film, świetnie oddaje nastroje towarzyszące bohaterom za pomocą różnych środków wyjazdu. Naturalistyczne sceny spożywania szyszek, ucieczki przed wieśniakami oraz swoista surowość na długo zapadają w pamięć. Rytm oddechu widza wyznacza rytm oddechu uciekinierów.Podobnie surowy jest „Artel” Siergieja Łoznicy. Ubogie w warstwie słownej migawki jednego dnia z życia mężczyzn dokonujących odwierty w lodzie każą nam myśleć, że tak wygląda każdy ich dzień – pełen znoju, bezsensownej, nieefektywnej pracy w ciężkich warunkach.
„Kilka lat temu, gdy na ekrany wchodził film „Złe wychowanie” Almodovara, pewien uznany krytyk filmowy pisał, że jest zniesmaczony oglądaniem pieprzących się facetów” – przypominał w prelekcji do filmu „Zupełnie inny weekend” Piotr Czerkawski. Dziś podobne opinie wywołałyby oburzenie, zmienia się pogląd społeczeństwa na tzw. Hemokino. W ramach tegoż cyklu zaprezentowano dwa obrazy – wspomniany wyżej „Weekend”, jak i francusko-arabską „Nić”. Oba opowiadające o związkach męsko-męskich na różne sposoby, pod wieloma kątami, cieszyły się sporym zainteresowaniem.
Wydarzeniem dnia było bez wątpienia projekcja filmu „Piąta pora roku”, a później – spotkanie z odtwórcą głównej roli, śląskim aktorem Marianem Dziędzielem. Aktor, z właściwym sobie dystansem, prosił, aby nie klaskać na wyrost i poczekać z nimi na obejrzenie filmu. Jednakże po seansie brawa tylko nasiliły się. Nie tylko za sprawą wybitnego filmu, ale i samej sylwetki aktora – rozśmieszającego widzów śląskimi wicami i anegdotami z planu, wzruszającego refleksjami o przemijaniu.Najświeższy film Jerzego Domaradzkiego opowiada historie dwójki ludzi „w sile wieku”. Na pozór wszystko ich dzieli, pochodzą ze skrajnie różnych światów. Ona (Ewa Wiśniewska) – dystyngowana, zamożna i oczytana dama, on – emerytowany hajer przodowy, dorabiający jako trębacz w zespole wykonującym śląskie szlagiery. Ta mieszanka wybuchowa w wyniku splotu kilku okoliczności pakuje się do jednego auta i rusza w stronę morza. Przemierzając Polskę wzdłuż mają wystarczająco dużo czasu, by lepiej się poznać, przełamać przysłowiowe lody, a także…Kto widział ten nie trąba, a kto nie widział - poczeka jeszcze kilka miesięcy.
Wojciech Pawełczyk
6.08.2012
Kultowe już hasło „nie lubię poniedziałków” w ustach uczestników LAF-u brzmiałoby bardzo nieprzekonywująco. Właśnie tak, albowiem na dobry początek tygodnia przygotowano nie mniej dobre filmy, często i gęsto opatrzone prelekcjami – zarówno uznanych profesjonalistów, jak i tych, którzy dopiero zdobywają szlify w prelegenckim fachu. Rozpoczął się Ogólnopolski Konkurs Prelegentów Filmów. Na pierwszy ogień – wstępy do filmów „Lapońska odyseja” oraz „Życie to jest to” w oczach i słowach odpowiednio: Julii Gierczyk oraz Eweliny Pawłowskiej.
Wysokim zainteresowaniem cieszył się irański film „Rozstanie” – laureat Oscara 2012 za najlepszy pełnometrażowy film nieanglojęzyczny, a także wielu innych nagród. Krytyk filmowy Adam Garbicz podkreśla jednak wieloznaczność tytułowej rozstania. „Chodzi nie tylko o rozłąkę dwojga ludzi, ale i rozstanie z tym krajem. Krajem, w którym nie da się żyć, oplecionym lepką pajęczyną teokracji” – mówi. Aby móc wyrazić takie treści, konieczny był świetny scenarzysta, wielokrotnie muszący oszukiwać cenzurę. Zaskoczeniem dla wielu widzów była informacja o największym na świecie festiwalu filmowym, który odbywa się właśnie w Iranie, w mieście Fadżr.
Swoją ostatnią prelekcję na festiwalu wygłosił również prof. Tadeusz Lubelski przed projekcją „Kochanka” Jean Jacques-Annaud, opartego na kanwie powieści Marguerite Duras. Rzeczoną powieść, jak i scenariusz do filmu „Hiroszima moja miłość” uznaje się za największe dokonania francuskiej skandalistki. „Gdy wydano książkę „Kochanek” Duras kręciła już filmy. Nigdy jednak nie adaptowała własnych powieści. Książka była typowym projektem powieściowym, silnie autobiograficznym zwierzeniem”. Historia koncentruje się na romansie kilkunastoletniej dziewczyny we francuskim Sajgonie i trzydziestoletniego Chińczyka. Profesor Lubelski wspominał także o świetności scen erotycznych w filmie, a także kampanię reklamową filmu, polegającą na kolejnych zwierzeniach reżysera, mówiącego o umowie z rodzicami młodziutkiej aktorki. Miał on dołożyć wszelkich starań, by debiutująca Jane March nie straciła dziewictwa.
Nocą, na przybrowarnym ekranie, była okazja obejrzeć rumuńska komedię romantyczną „Hello! How are you?”. Tytułowe pytanie zadają sobie „spotkani” na czacie internetowym ludzie, którzy w rzeczywistości są małżeństwem, nie zdającym sobie sprawy z tożsamości osoby po drugiej stronie ekranu. Nie bez kozery sięgają oni właśnie po komputerową klawiaturę i myszkę – ich związek małżeński jest w rozsypce, wszelkie uczucia wygasły. Reżyser, Alexander Maftei, ukazuje poważne sprawy ze sporą dozą ironii i specyficznego humoru.
Wojciech Pawełczyk
5.08.2012
Zwykło się mówić, że „do trzech razy sztuka”. W przypadku naszego festiwalu, to się sprawdza, bo właśnie trzeciego dnia wieczorem odbyło się przedstawienie Joanny Szczepkowskiej „ADHD i inne cudowne zjawiska. Wykład nieprzewidywalny”. Wykład traci jednak swoje pierwotne znaczenie, całość staje się chaotyczna, a piętrzące się tragikomiczne przygody pozwalają wgłębić się w istotę zjawiska, jakim jest deficyt uwagi. Do tytułowych zjawisk można dodać dosyć nieprzewidywalne spotkanie z aktorką, podczas którego opowiedziała o idei, jaka przyświecała jej podczas przygotowania spektaklu. „Chciałam pokazać ludziom, że ADHD nie powinno się traktować jako jednostki chorobowej, zmienić patrzenie społeczeństwa na ten problem”. Nie zabrakło także opinii licznie zgromadzonej widowni, pośród której znalazły się osoby mające z deficytem uwagi na co dzień – zarówno jako terapeuci, jak i chorzy. Ci drudzy twierdzą jednak, podobnie jak bohaterka spektaklu, że zmieniać się nie chcą, a na samym spektaklu… ciężko było im się skoncentrować.
Koncentrować trzeba było się jednak przez cały dzień – lawirując pomiędzy poszczególnymi seansami i kinami , a także już w zetknięciu z dużym ekranem. Chociażby podczas filmu tureckiego filmu „Miód”, zdobywcy Złotego Niedźwiedzia w 2010 roku. Wypełniony tajemnicą i płaszczykiem oczekiwania, opowiada historię rodziny, w szczególności relacji ojciec-syn.
Relacjom familijnym przygląda się także Pascal-Alex Vincent w opowieści o dwójce bliźniaków, wyruszających w podróż z Francji do Hiszpanii. Kameralny dramat, będący kontynuacją tradycji kina drogi. Zostawieni sami sobie, usamodzielniają się, eksplorują swoją płynną jeszcze tożsamość, zwłaszcza- sferę seksualności. Oprócz przelotnych romansów, towarzyszą im liczne konflikty – wewnętrzne, ale i z otoczeniem. Film pokazywany w ramach cyklu o tematyce homoerotycznej „Homokino”.
Komu nie w smak było oglądanie wieczornego spektaklu, mógł wybrać się na dzieło lżejszego kalibru – hiszpańską komedię „Kuzyni”, będącą drugą odsłoną cyklu Kino Nocne. Również mamy tu do czynienia ze swoistym kinem drogi - trójka kuzynów wyrusza na poszukiwania pierwszej ukochanej jednego z nich, gdy jego narzeczona postanawia nie zjawić się na ślubnym kobiercu.
Nie zabrakło również dzieł opatrzonych trafnym prelegenckim komentarzem. W przededniu 67. rocznicy zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę widzowie mogli przypomnieć sobie film „Hiroszima moja miłość”, poruszający dramat o romansie ludzi wypalonych, na których traumę pozostawiła II wojna światowa. Przed seansem prelekcję wygłosił profesor Tadeusz Lubelski, opowiadając o niełatwych początkach filmu, zwłaszcza – scenariusza, który stworzyła francuska pisarka Marguerite Duras. Stwierdził także, że pomimo faktu, iż film Alaina Resnais uznany został za początek „Nowej Fali”, przyjmowany jest krytycznie przez młodą publiczność.
Nieco zapomniana może wydawać się także twórczość Jadwigi Żukowskiej, polskiej dokumentalistki, tworzącej w latach 60.-90. ubiegłego stulecia. Pokazana piątka dokumentów pozwoliła zobaczyć, jak różnorodna była tematyka filmów Żukowskiej – od wnikliwych socjologiczno-psychologicznych obserwacji przedszkolnych dzieci, poprzez impresje inspirowane muzyką i tańce, aż po historię jedynego na świecie miejsca, gdzie wytwarza się specjalny rodzaj świec.
Wojciech Pawełczyk
4.08.2012
Drugi dzień festiwalu znów opływał różnorodnością, w głównej mierze upłynął jednak pod znakiem kina włoskiego.
Choć to bardzo słoneczny kraj, z ekranu wręcz biło chłodem i pesymizmem. Jak podkreślił Adam Garbicz w prelekcji do „Samotności liczb pierwszych”, film ten pozostawia człowieka bez złudzeń – nie da się uciec od przeszłości, odciska ona na nas dogłębne piętno. Mamy oto historię dwójki ludzi, na których życie wpływ wywarło dzieciństwo. Dzięki wielopłaszczyznowości czasowej krok po kroku dokonujemy niemalże freudowskiej analizy psychiki powściągliwego i wyobcowano geniusza matematycznego oraz równie nieśmiałej dziewczyny. Między tą dwójką nawiązuje się w latach szkolnych specyficzna relacja (czynnikiem przyciągającym są tutaj blizny i ślady samookaleczenia). Związek ich jest jednak rzeczą niemożliwą – jak tytułowe liczby pierwsze – zawsze coś, tudzież ktoś, stoi na przeszkodzie.
Inny film podejmujący tematykę samotności poprzez ukazanie uzależnienia od pornografii to „Płynna miłość” Marco Luca Cattaneo’ego. „Jest to pierwszy w naszym kraju film podejmujący tę tematykę” – podkreślał odtwórca głównej roli – Stefano Fregni – w trakcie poseansowego spotkania. Film opowiada historię osamotnionego, nieśmiałego czterdziestolatka, któremu rytm życia wyznaczają niedająca satysfakcji praca, opieka nad zniedołężniałą matką oraz pornograficzne seanse przed ekranem komputera. Nie tylko on jest wyalienowany – głęboką pustkę życiową wszyscy, których napotyka na swojej drodze. Bohaterowie są niezdolni do budowania zdrowych relacji, choć – paradoksalnie – odczuwają ogromną potrzebę bliskości.
Kolejny obraz próbujący zmierzyć się z zaburzeniami na tle seksualności człowieka, jest świeży, polski dokument Lidii Dudy – „Uwikłani”. Mamy oto podstarzałego, „czynnego” pedofila, na którym dotkliwie mści się jedna z ofiar. I tutaj ukazane są niezwykle złożone toksyczne więzi (a właściwie więzy) pomiędzy sprawcą i ofiarą zła. Jak się okazuje – role te często przenikają się i niemożliwa jest jednoznaczna ocena postaw bohaterów, przytłoczonych przez złe emocje i żądzę zemsty, rozliczenia z niełatwą przeszłością. Także w tym filmie widać, jak doniosłą rolę pełnią w ludzkim życiu pierwsze lata życia.
Lżejszym akcentem był komediodramat muzyczny „Tej nocy będziesz mój”, pokazywany w ramach cyklu „Kino Nocne”. Film zgromadził rekordową liczbę widzów, okolica Starego Browaru niemal pękała w szwach. Tej nocy wszyscy byli jego - Davida Mackenzie’go, którego magnetyzująca historia, dziejąca się w trakcie szkockiego festiwalu muzycznego, przywodziła na myśl trwający właśnie LAF.
Świetnym i energetycznym zwieńczeniem dnia był pierwszy festiwalowy koncert bałkańskiej grupy „Tsigunz Fanfara Avantura”. Dzięki grupce kilku mężczyzn, festiwalowicze „przenieśli się” w gorące rejony Indii, Turcji, znane polskim widzom głównie za sprawą Emira Kusturicy, a także zostali naładowani pozytywną energią na kolejne festiwalowe projekcje, spektakle, koncerty…
Wojciech Pawełczyk
3.08.2012
Ruszyliśmy! Pełną parą, a biorąc pod uwagę, że to Zwierzyniec - można by powiedzieć, że ruszyliśmy z kopyta. Biuro Organizacyjne pracuje jak w zegarku, kolejne kopie trafiają do odpowiednich kin, goście zjeżdżają z całej Europy, a nawet - z całego świata, zamówiona przez burmistrza słoneczna pogoda umila pobyt w Zwierzyńcu, pachnie świeżo wydrukowany numer gazetki festiwalowej… przesądni byliby zdziwieni, że właśnie tak wygląda początek 13. edycji Letniej Akademii Filmowej!
„Baliśmy się nieco 13. edycji festiwalu. Pod koniec poprzedniej odsłony myśleliśmy nad ominięciem tej liczby i przeskoczeniem do liczby 14. ”- mówił rektor LAF, Piotr Kotowski. „Z drugiej strony – czemu mielibyśmy się poddawać terrorowi jakiejś liczby! Tak czy siak, wiele rzeczy się nie udaje, dlaczego by zwalać na 13. Co ma być, to będzie” – dodał optymistycznym tonem podczas oficjalnego otwarcia 3 sierpnia w Kinie „Skarb” przed projekcją włoskiego filmu „Dziewczyny o wielkich sercach” Pupiego Avatiego.Nie bez przyczyny właśnie ten obraz rozpoczął 13. LAF. To głównie dzięki staraniom rektora boloński reżyser trafia na szersze ekrany w Polsce. Wkrótce do nadwiślańskich kin trafią ostatnie filmy twórcy.Na ceremonii otwarcia nie zabrakło również burmistrza Zwierzyńca – Jana Skiby, który wspominał głównie o największej inicjatywie ostatniego roku – tzw. „Zwierzyńczyku”.
Nie jest to pieszczotliwa nazwa ani festiwalu, ani miasteczka, ale zrewitalizowanej części historycznej zespołu parkowo-wodnego Ordynacji Zamoyskiej. Dzięki śmiałej inicjatywie władz oraz znacznym funduszom unijnym, niezbyt przyjazne miejsce zamieniło się w uroczy, oświetlony park. „Odwiedzajcie to miejsce między seansami, za dnia i nocą!”- zapraszał burmistrz.Choć zgodnie z planem wszystko zaczęło się wieczorem, filmy były wyświetlane już wcześniej aż w 3 z 4 kin. Tematyka – od Sasa do lasa… dosłownie do lasa, w końcu jeden z cyklów filmowych poświęcony jest temu magicznemu miejscu, a motto tegorocznej edycji brzmi „Cały ten las”. I tak właśnie – była okazja przyjrzeć się filmom nowszym i tym trochę przykurzonym, ukazującym świat z dziennikarską dokładnością i realizmem, ale też przymrużeniem oka…Używając słów piosenki Kasi Nosowskiej „O lesie” – „Musisz tu przyjść!”
Wojciech Pawełczyk
31.07.2012
Uprzejmie informujemy, iż w celu umożliwienia wyszukiwania poszczególnych filmów w programie godzinowym 13. LAF, w zakładce Harmonogram projekcji znajduje się odpowiednio przygotowany plik .pdf z harmonogramem projekcji.
(łk)
29.07.2012
Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółowym harmonogramem projekcji 13. LAF.
28.07.2012
Zapraszamy do zapoznania się z listą premier tegorocznej LAF.
16.07.2012
Uprzejmie informujemy, iż w zakładce Wolontariat opublikowano listę osób przyjętych w poczet wolontariuszy 13. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Gratulujemy i witamy na pokładzie!
W dniu jutrzejszym wolontariusze zostaną powiadomieni mailowo o szczegółach dalszej współpracy.
Jednocześnie prosimy wszystkich tych, którzy zostali wolontariuszami LAF a z różnych przyczyn są zmuszeni zrezygnować z wolontariatu, o przesłanie stosownej informacji pod adres e-mail: wolontariat@laf.net.pl.
(łk)
14.07.2012
Zapraszamy do zapoznania się z listą filmów w cyklach: Klubowy karnet, Filmy w sieci oraz Duńska uczta.
12.07.2012
W dn. 13 lipca w zakładce wolontariat pojawi się lista osób zakwalifikowanych do grupy wolontariuszy Letniej Akademii Filmowej 2012.
09.07.2012
Znamy już pierwsze filmy z cyklu "Paolo i Vittorio Taviani"!
26.06.2012
Uprzejmie informujemy, iż w zakładce Akredytacja umieszczono zaktualizowane formularze akredytacyjne na zbliżającą się 13. edycję wydarzenia.
Dla tych, którzy chcieliby je wypełnić elektronicznie, przygotowaliśmy odpowiednią wersję formularzy. Niezbedne do tego będą bądź MS Excel 2007 (lub nowszy) z pakietu MS Office, bądź moduł <calc> z darmowego pakietu Open Office.
Przypominamy, iż potwierdzenia akredytacji będą do Państwa kierowane po 1 lipca.
Tym niemniej, cały czas przyjmujemy napływające do nas formularze akredytacyjne, także i te wysłane na zeszłorocznych formularzach.
więcej
19.06.2012
Uprzejmie informujemy, iż w związku z wyjątkowo mnogą ilością przesłanych nam pytań odnośnie wolontariatu podczas LAF, zakładka Wolontariat została zaktualizowana o dział najczęściej zadawanych pytań (z angielska skrótowiec FAQ), na które niniejszym udzielamy odpowiedzi.
Zachęcamy do nadsyłania zgłoszeń do wolontariatu - do końca rekrutacji pozostało jeszcze 11 dni.
(łk)
18.06.2012
Uprzejmie informujemy, iż serwis akredytacyjny tegorocznej edycji Akademii startuje 1 lipca. Akredytacje, kótre zostały do nas wysłane wcześniej, na starych formularzach, są utrzymane w mocy.
15.05.2012
Konkurs na plakat 13. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu rozstrzygnięty!
Do tegorocznego konkursu wpłynęła spora ilość prac. Otrzymaliśmy aż 188 projektów, w tym także od profesjonalistów. Prace charakteryzowały się dużą różnorodnością – od wykorzystujących tradycyjne motywy filmowe takie jak taśma czy projektor, po niekonwencjonalne kompozycje stworzone techniką malarską czy animacyjną.
Jury wybrało projekt nadesłany przez Pana Bartłomieja Belniaka. Zaproponowany plakat 13. edycji Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu spełniał wszystkie wymogi regulaminowe.Projekt bardzo pomysłowo nawiązał do tematu przewodniego 13. edycji Akademii: „Cały ten las”, a tym samym najtrafniej oddał ideę konkursu. Ponadto, uwagę jury zwrócił również bardzo wysoki poziom artystyczny i intrygująca kolorystyka.
Więcej szczegółów w zakładce Konkurs na plakat 13 LAF.
04.04.2012
Zapraszamy wszystkich fejsbukowiczów na stronę 13. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu.
Link: http://www.facebook.com/13LetniaAkademiaFilmowa
04.04.2012
Nabór wolontariuszy 13. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu został uruchomiony. Wszelkie informacje szczegółowe znajdują się w zakładce "Wolontariat".
01.04.2012
Konkurs na plakat 13. edycji LAF został ogłoszony!
Zapraszamy wszystkich do wzięcia udziału w tworzeniu kolejnej odsłony naszego festiwalu.
W tym roku wybraliśmy jeden temat przewodni związany z filmowym cyklem tematycznym festiwalu: "Cały ten las".
Więcej informacji znajduje się w zakładce "Konkurs na plakat 13. LAF"
13.03.2012
Najwyższy czas zdradzić szczegóły 13. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu (3-12.08.2012)! JM Rektor oficjalnie zapowiedział kolejną, bynajmniej nie pechową, edycję święta dobrego kina na Roztoczu!
Słowo od rektora 2012
Już w najbliższych dniach zostanie ogłoszony konkurs na plakat 13. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Śladem lat ubiegłych, zaprosimy do współpracy tak profesjonalistów, jak i samorodnych grafików-artystów.
Dobra nowina dla młodych ludzi, chętnych do przeżycia niezapomnianej wakacyjnej przygody - 30 marca zostanie ogłoszony nabór do grona wolontariuszy 13. Letniej Akademii Filmowej. Tym wszystkim, którzy mają zamiar spędzić niezwykle interesujące wakacje z dobrym filmem na pierwszym planie, wejście w poczet wolontariuszy tegorocznej Akademii zapewni osiągnięcie celu.
(łk)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
DZIEŃ 9
Druga sobota 12. Letniej Akademii Filmowej to dzień iście muzyczny. Kino Salto wypełniły rytmy flamenco i piosenki neapolitańskiej. Wszystko to za sprawą Carlosa Saury i Johna Turturo, którzy po raz kolejny stworzyli pasjonujące muzyczne widowiska. Najnowszy film Saury, „Flamenco, Flamenco” (2010) dostarcza dokładnie tego, czego moglibyśmy się spodziewać po hiszpańskim mistrzu. Najlepsi muzycy i tancerze wykonują pełne pasji utwory flamenco, portretowane kamerą niezawodnego Vittorio Storaro. Wszystko to już znamy, nie ma więc żadnego zawodu ani też zaskoczenia. To jednocześnie wada i zaleta muzycznego spektaklu Saury, z którego zadowoleni z pewnością będą fani flamenco.
Zdecydowanie ciekawiej muzykę pokazuje John Turturo w „Passione” (2010). To film o dźwiękach Neapolu, o muzyce, która przepełnia to miasto na wskroś. Reżyser stara się odkryć pełne ironii i wieloznaczności, prawdziwe oblicze neapolitańskich piosenek, często trywializowanych na potrzeby światowego rynku. U Turturo śpiewa całe miasto – od profesjonalistów poczynając, na przypadkowych przechodniach kończąc. Śpiewa nawet on sam. W dokumentalną strukturę filmu reżyser wplata nie tylko występy neapolitańskich śpiewaków, ale także fabularne, autoironiczne miniatury ilustrujące niektóre utwory. Czuć w nich ducha poprzedniego dzieła Turturo, „Romance & Cigarettes” (2005). „Film oczarował mnie zarówno muzyką, jak i obrazami. Uwielbiam Włochy, natomiast nie znam Neapolu. Film zdecydowanie zachęca, żeby tam pojechać. Jest po prostu magiczny.” – mówiła po seansie Katarzyna.
Choć muzyka nie jest tematem duńskiego „Drapacza chmur” (2010) Rune Schjott, pełni ona ogromną rolę w kreowaniu atmosfery tego ciepłego filmu, opowiadającego o dojrzewaniu w prowincjonalnym miasteczku. Głównym bohaterem jest siedemnastoletni Jon, obwiniany za wszystkie nieszczęścia dziejące się w okolicy. Kocha się w niewidomej Edith, która chce by ten pomógł jej w utracie dziewictwa. Niestety, Jon skrywa pewną wstydliwą tajemnicę, w dodatku na drodze do spełnienia staje jego ojciec, strażnik cnót i niewinności. Prosta historia okraszona została balansującym na granicy absurdu skandynawskim humorem. To kino lekkie i niebanalne zarazem. Kino, które łatwo daje się polubić, co potwierdzały pozytywne opinie widzów po seansie. „Bardzo fajny, pozytywny film” – komentowała z uśmiechem Asia.
Muzyką na żywo okraszony został klasyczny „Portier z hotelu Atlantic” (1924) Friedricha Wilhelma Murnaua. W wypełnionej po brzegi sali kina Jowita partyturę do filmu wykonała Orkiestra Symfoniczna im. Karola Namysłowskiego pod batutą kompozytora Rafała Rozmusa. Muzyka grana na tradycyjnych instrumentach wzbogacona została o elektroniczne dźwięki generowane z laptopa. Tym samym zarzucony został interesujący pomost pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Film, który nieco zestarzał się już na poziomie fabuły nadal zachwyca formą. Zwłaszcza znakomitymi zdjęciami Karla Freunda.
Wreszcie, na koniec muzycznego dnia w zwierzynieckim parku odbył się kolejny koncert. Tym razem popis dał Kruk z Dąbrowy Górniczej. Zespół dał popis mocnego gitarowego grania.
Jednak dziewiąty dzień LAFu to nie tylko muzyka. Tradycyjnie, odbyły się spotkania z twórcami. Pokaz interesującego dokumentu „Długi marsz 70 lat później” (2011) uświetnił Tomasz Grzywaczewski, jeden z bohaterów filmu. Film jest dziennikiem z podróży podjętej przez Grzywaczewskiego, wraz z Bartoszem Malinowskim i Filipem Drożdżem, w celu upamiętnienia wyczynu Witolda Glińskiego. Opowieść o wyprawie przeplatana jest wypowiedziami samego bohatera, który wraz z towarzyszami uciekł z syberyjskiego łagru i pieszo przebył dystans prawie siedmiu tysięcy kilometrów do Kalkuty. Współcześnie młodzi Polacy pokonują tę trasę o własnych siłach, ale z pomocą technologii: mają namioty, długoterminowe jedzenie, czasem korzystają z rowerów. Nie starają się więc powtórzyć dokonania Glińskiego. „Chcieliśmy pokazać, że o historii można opowiadać w sposób nowoczesny, bez martyrologii i politycznego uwikłania” – mówił Tomasz Grzywaczewski. Założenie w pełni się udało, „Długi marsz 70 lat później” zrobiony jest bez patosu i zadęcia, tak często obecnego w podobnych historiach.
Po trzecim już seansie z Maciejem Cuske odbyło się spotkanie z reżyserem i jego synem, Stasiem. W dwóch filmach, „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” (2008) i „Daleko od miasta” (2011) reżyser przygląda się swojej rodzinie, w centrum stawiając właśnie swojego syna. W pierwszym dziele, zrealizowanym w ramach cyklu „Dekalog… po Dekalogu”, Staś przygotowuje się do pierwszej komunii. „To takie home video. Tyle, że może bardziej świadome” – mówił Cuske. „Daleko od miasta” to z kolei jawnie kreacyjny dokument z wakacji Stasia i jego kolegów na malutkiej wsi. „Chciałem tym filmem powrócić do dzieciństwa, a jednocześnie sprawić chłopakom wakacje, jakich nigdy nie miałem” – komentował reżyser. Pomimo, że Cuske portretuje swoją rodzinę, daleko mu do ekstremizmu rodem z filmów Marcina Koszałki czy Jonathana Caouette’a. Jednocześnie, dokumentalista nie tworzy sielanki, badając newralgiczne punkty rodzinnych relacji, wynikające choćby z różnic w przekonaniach religijnych.
W sobotę ogłoszono także wyniki konkursu prelegentów, który rozgrywał się w ciągu ostatnich dni w Zwierzyńcu. Jury przyznało dwie równorzędne nagrody: dla Wojciecha Bronowskiego za prelekcję do filmu „Nieściszalni” (2010) oraz Karola Szafrańca za prelekcję do „Hadewijch” (2009). Publiczność również nagrodziła Karola Szafrańca. Panowie otrzymali tytuł najlepszych prelegentów roku 2011 oraz nagrody pieniężne.
Przygotował: Paweł Świerczek
DZIEŃ 8
Ósmy dzień 12. Letniej Akademii Filmowej znowu dostarcza intensywnych wrażeń. Psychodeliczny „Wkraczając w pustkę” (2009) Gaspara Noégo to film, który koniecznie trzeba doświadczyć na dużym, kinowym ekranie. Francuski skandalista wykracza poza granice współczesnego kina. Jego dzieło to narkotykowy trip nakręcony w całości z punktu widzenia głównego bohatera. To jednak nie koniec zaskoczeń: Oscar ginie jeszcze w trakcie ekspozycji fabuły, po to by przez resztą część filmu obserwować świat jako wędrująca dusza. Migotliwe światła Tokio, gdzie rozgrywa się akcja „Wkraczając w pustkę” hipnotyzują od pierwszych chwil. Temat śmierci jest przez Noégo podany w wyrafinowanej, nowoczesnej formie. Film porywa i odpycha zarazem, męczy widza, ale sprawia, że chce się zostać do końca.
Z zupełnie innych środków korzysta Radu Muntean we „Wtorku, po świętach” (2010). Utrzymany w poetyce tzw. rumuńskiej nowej fali film bazuje przede wszystkim na długich ujęciach i znakomitym aktorstwie. Sytuacja wyjściowa staje się dla reżysera pretekstem do analizy skomplikowanych relacji międzyludzkich. Paul jest żonaty, kocha jednak inną kobietę. Jest już przekonany, że chce porzucić Adrianę dla Ralucy, zbliżają się jednak święta, więc mężczyzna postanawia wstrzymać się z trudną rozmową z żoną do tytułowego wtorku po świętach. W ciągu tych kilku dni wiele się jednak wydarzy. To skromny w formie koncert na troje aktorów, z genialnym Mimi Branescu na czele. Muntean nie feruje wyrokami, z uwagą przygląda się kolejnym wydarzeniom, moralną ocenę swoich bohaterów pozostawiając widzom.
Pokaz filmu „Szczęście ty moje” (2010) Siergieja Łoznicy poprzedzony został prelekcją Wojtka Kałużyńskiego, który powołując się na słowa Andrzeja Wernera stwierdził, że fabularny debiut utytułowanego dokumentalisty to „Dom zły” zrobiony przez Białorusina wykształconego w Rosji, który zrealizował go za niemieckie i holenderskie pieniądze na Ukrainie. Trudno o lepsze porównanie. Gieorgij transportuje mąkę, podczas podróży spotyka nieznajomych, z którymi wchodzi w interakcje. Kiedy natrafia na blokadę drogową, postanawia skorzystać z leśnej szosy, którą poleciła mu nastoletnia prostytutka. Nagle znajduje się w odciętej od świata przestrzeni, z której nie ma wyjścia. Łoznica przygląda się rosyjskiemu społeczeństwu, doszukując się źródeł zła i zepsucia. Wszystko tonie tu w przerażającym mroku i beznadziei.
Przyjemniejszy – przynajmniej z założenia – miał być „Męski erotyk” (2010) duńskiego mistrza Jørgena Letha. Znany polskim widzom przede wszystkim ze zrealizowanych wspólnie z Larsem von Trierem „Pięciu nieczystych zagrań” (2003) reżyser postanowił zbadać sposoby przedstawiania erotyki na ekranie. Niestety, ambitne założenie staje się tylko pretekstem do pokazywania nagich kobiecych ciał, na które Leth patrzy okiem starego, zblazowanego erotomana. Owszem, kolejne wysmakowane kadry bywają piękne, a filmowi daleko do pornografii, trudno nie odnieść jednak wrażenia, że reżyser jest nieszczery w tym co robi. Wraz z upływem czasu „Męski erotyk” staje się to dziełem do głębi smutnym, a na pozycję głównego bohatera wysuwa się sam Leth, jakby mimochodem przejawiający nostalgię za utraconą młodością i strach przed nieuchronnie zbliżającym się kresem życia.
Seans niezależnego polskiego filmu „Proste pragnienia” (2010) uświetniła aż trójka gości: reżyser Marek Stacharski, producent Marek Kubiak i odtwórczyni jednej z głównych ról, Aleksandra Nieśpielak. W tym zrealizowanym w Przemyślu filmie śledzimy losy kilku bohaterów, którzy radzić muszą sobie z codziennymi problemami. W centrum znajduje się rodzina: Zbyszek właśnie wychodzi z więzienia, gdzie odsiadywał karę za przemyt. Jego żona, Jola, właśnie straciła pracę, z kolei ich syn, Rafał, ma problemy z szajką ukraińskich podlotków, którzy kradną mu komórkę. „Mam świadomość tego, że bazuję na stereotypach, ale czy życie nie jest stereotypowe?” – mówił na spotkaniu po filmie Marek Stacharski. Rektor Akademii, Piotr Kotowski, argumentując włączenie „Prostych pragnień” zachwalał niebanalność w rozpoznaniu rzeczywistości polskiej prowincji. To bez wątpienia najmocniejsza strona filmu, któremu – jak to zwykle w polskim kinie niezależnym bywa – nie brakuje usterek formalnych (niezbyt udane zdjęcia) czy aktorskich (słabiutki Michał Śliwa w roli Rafała).
Wieczorny spektakl Teatru Bocznego z Lublina był przeżyciem ekstremalnym. „Obcy”, oparty na opowiadaniu „Przemiana” Franza Kafki to popis jednego aktora, Sławomira Niemca, wspomaganego z ekranu (zrobionego z białych koszul) przez Paulinę Połowniak. Znakomitym pomysłem okazało się wycięcie z fabuły Kafki istotnej zdawałoby się informacji na temat tego, na jaką „chorobę” cierpi główny bohater, Gregor Samsa. Skromna inscenizacja wzmacnia narastające uczucie klaustrofobii i powolnej degradacji protagonisty. Niskie tony wykorzystane w warstwie dźwiękowej sprawiają, że spektakl oddziałuje na widza nie tylko na poziomie intelektualnym i emocjonalnym, ale też czysto fizjologicznym. „Obcy” to opowieść o chorobach gryzących współczesny świat, o alienacji i odtrąceniu, o trudzie międzyludzkiego porozumienia. Teatr najwyższej próby.
DZIEŃ 7
W Zwierzyńcu panują syberyjskie klimaty. Na szczęście, przede wszystkim na kinowych ekranach, jednak i pogoda na zewnątrz jakby wpasowuje się w tematykę jednej z festiwalowej sekcji. Pokaz filmu „Syberia, Monamour” (2011) Sławy Rossa zmroził zgromadzonych w sali kina Skarb widzów zarówno surowymi przestrzeniami rosyjskiej tajgi, jak i przerażającą historią. Niech nie zwiedzie tytuł. Monamour ma niewiele wspólnego z miłością: to malutka wioska na Syberii, w której wraz z dziadkiem mieszka mały Losza. Chłopak czeka na powrót ojca – bohatera wojennego, będącego na misji. To nieskomplikowana, acz intensywna historia, okraszona znakomitymi zdjęciami Jurija Rajskiego.
Karel Kachyňa w filmie „Ucho” (1970) opowiada historię Ludwika, robotnika i działacza partii, który dzięki własnej zaradności został wiceministrem. Codziennie boi się jednak o przyszłość – w końcu w ustroju socjalistycznym ściany mają uszy. Film Kachyni czekał na swoją premierę dwadzieścia lat, zaraz po jego nakręceniu reżyser został skazany za sprzeniewierzanie się systemowi. „Ucho” to nie tylko dzieło zaangażowane politycznie, ale też eksperyment formalny: Kachyňa bawi się przestrzenią, izolując bohaterów od otoczenia i każąc im zwracać się wprost do kamery. Choć film odrobinę się już zestarzał, nadal zaskakuje swoją odwagą: zarówno na poziomie formy, jak i treści.
Kilka dni temu Tomas Tamosaitis w trakcie spotkania po własnym filmie, „Hiszpański dla dorosłych”, powiedział, że współczesne kino litewskie chlubić może się przede wszystkim dokumentem. Dziś można było się przekonać o tym na potrójnym seansie krótkometrażowych dokumentów: „Uku ukai” (2006), „Odliczanie” (2004) i „Samotna” (2001) – wszystkie w reżyserii Audriusa Stonysa. Pierwszy z nich to filmowe ćwiczenie jogi. Kamera obserwuje starszych ludzi w trakcie wysiłku fizycznego, podczas gdy kojący kobiecy głos instruuje widza na temat kolejnych, tym razem umysłowych, ćwiczeń. Wystarczy się tylko zrelaksować i chłonąć obraz. „Odliczanie” to dość tradycyjny w formie dokument z tzw. gadającymi głowami. Tutaj liczy się jednak historia Augustinasa Baltrusaitisa – reżysera, który po nakręceniu kilku filmów, zniknął ze świata kina. To smutna opowieść o przemijaniu i niespełnionych marzeniach. „Samotna“ z kolei jest surową w stylu historią dziewczynki, która jedzie odwiedzić swoją matkę w więzieniu. Niewiele się tu dzieje, pada mało słów. Ekran dominuje smutna twarz dziewczynki, na której rysuje się cała treść filmu.
Dokumentu wstydzić nie muszą się też Polacy. Pokaz filmu „Księżyc to Żyd“ (2011) uświetnił niespodziewany gość – reżyser Michał Tkaczyński. Jak sam stwierdził, historia, którą opowiada na ekranie jest tak nieprawdopodobna, że trudno byłoby w nią uwierzyć gdyby została ujęta w formę filmu fabularnego. Głównym bohaterem jest Paweł, niegdyś kibol Legii Warszawa – jeden z tych, którzy robią rozróby na meczach, chodzą na ustawki i bez wyraźnego powodu nienawidzą mniejszości narodowych. Pewnego dnia odkrywa, że ma żydowskie korzenie. Szok z tym związany sprawia, że przywdziewa jarmułkę i jednej skrajności popada w drugą – staje się ortodoksyjnym Żydem. Co ważne, nadal pozostaje wiernym kibicem Legii, już nie na stadionie, ale przed telewizorem. Tkaczyński patrzy na swojego bohatera okiem przyjaciela, nie brak mu jednak krytycyzmu i poczucia humoru. Po filmie rozgorzała interesująca dyskusja. „Paweł zawsze był ortodoksem, popadł tylko z jednej skrajności w drugą. Być może wkrótce znowu się zmieni“ – powiedział jeden z widzów.
Preferujący kino fabularne mogli obejrzeć bodaj najlepszą adaptację prozy Edgara Alana Poego autorstwa Rogera Cormana – „Maskę czerwonego moru“ (1964). To wysmakowana wizualnie opowieść o okrucieństwie i karze, którą przychodzi za nie zapłacić. Akcja toczy się na ziemiach demonicznego księcia Prospero (w tej roli charyzmatyczny Vincent Price), które nawiedza tytułowa zaraza – czerwony mór. Szukając schronienia, Prospero zamyka się ze swoimi najznamienitszymi podwładnymi w zamku, rozpoczynając długi, wyrafinowany w swojej perwersji spektakl poniżenia. Prawdziwe arcydzieło kina klasy B.
Do klasy A polskiego kina z pewnością należy „Ewa“ (2010) Adama Sikory i Ingmara Villqista. Ze stereotypowej fabuły (żona śląskiego górnika decyduje się na uprawianie prostytucji, by wyżywić rodzinę) duet reżyserski wyłuskuje wszelkie odcienie wieloznaczności. „Ewa“ zaskakuje przede wszystkim wizerunkiem Górnego Śląska – nadal widać tu nieodłączne elementy krajobrazu, takie jak hałdy czy familoki, pokazana jednak zostaje jego druga, nowoczesna część. Wreszcie śląska gwara brzmi tutaj nader naturalnie. Duża w tym zasługa śląskiej obsady ze znakomitą Barbarą Lubos-Święs, znaną głównie z desek teatrów, w roli głównej.
Danis Tanović zasłynął swoim nagrodzonym Oscarem debiutem, „Ziemia niczyja“. Jak mówił Łukasz Maciejewski, nigdy potem nie udało mu się powtórzyć tego sukcesu – to przekleństwo debiutantów, którzy startują z tak wysokiej pozycji. „Cyrkiem Columbia“ (2006) Tanović powraca do tematu konfliktu w Jugosławii, tym razem opowiadając o jego początku. To jednak przede wszystkim komediowa historia rodzinna, dla której wojenne wydarzenia są przede wszystkim tłem i katalizatorem działań głównych bohaterów. „Wydaje mi się, że film jest ważny ze względu na jego temat, który został potraktowany tutaj pretekstowo. Dobry scenariusz, dobry film“ – rekomendowała Diana. „Ciekawy, utrzymany w stylu Kusturicy, chociaż powielający wszystkie klisze z jego filmów“ – z większą rezerwą komentował po seansie Tymoteusz.
Siódmego dnia 12. Letniej Akademii Filmowej to także teatr i muzyka. „Parken Mojren“ na podstawie powieści „Amatorki“ Jelinek to spektakl dyplomowy studentek IV roku PWST we Wrocławiu. Punkt wyjściowy jest niewątpliwie ciekawy - dwie banalne historie miłosne, odzierane z konwencji i złudzeń.
"Parken Mojren" to przede wszystkim popis umiejętności aktorskich i – niekiedy całkiem ciekawych – pomysłów inscenizacyjnych.
Wieczorem świetnie zaprezentował się zespół Disperse, grający dość mocnego, acz melodyjnego rocka.
Publiczność pod sceną powiększała sie z piosenki na piosenkę, wyrażając swój zawód po szybko zakończonym występie.
Przygotował: Paweł Świerczek
DZIEŃ 6
W Zwierzyńcu wampiry budzą się o dziewiątej rano. Przynajmniej na ekranie. Pokazywany w kinie Dzięcioł dokument „Bela Lugossi. Upadły wampir” (2007) Florina Iepana to spojrzenie na fenomen najsłynniejszego odtwórcy roli Draculi w historii kina. Reżyser szuka źródeł mitu, który wykreował się wokół postaci Lugossiego, a także jego porażający upadek, zarówno jako aktora, jak i jako człowieka. Ze szczytu, na którym znajdował się grając w filmie Toda Browninga stoczył się na samo dno, występując w „dziełach” Eda Wooda z „Planem 9 z kosmosu” na czele. Pod koniec swojego życia Lugossi sypiał ponoć w trumnach i uznawał się a wampira. Został całkowicie pochłonięty przez postać, którą zagrał…
Do konwencji horroru nawiązuje makabreska Alexa de la Iglesia, „Hiszpański cyrk” (2010). To przywodząca na myśl filmy Roberta Rodrugueza campowa zabawa, w której melodramat łączy się z krwawym filmem akcji, doprawionym politycznym podtekstem. Tytułowy cyrk. Javier jest smutnym klaunem, który podkochuje się w akrobatce Natalii, dziewczynie wesołego klauna, Sergio. Wkrótce pomiędzy panami wywiązuje się konflikt, prowadzący do brutalnych pojedynków na śmierć i życie. Wiele o „Hiszpańskim cyrku” mówi fakt, że na festiwalu w Wenecji jury pod przewodnictwem Quentina Tarantino nagrodziło Alexa de la Iglesię za scenariusz i reżyserię. „Film wywołuje skrajne emocje. Z jednej strony jest zabawny, z drugiej przerażający. Ciekawa konwencja” – mówiła po seansie Karolina.
Kto nie miał jeszcze okazji mógł obejrzeć znakomity film tajlandzkiej reżyserki Anochy Suwichakornpong, „Zwyczajna historia” (2009). To fascynująca opowieść, w której wydarzenia w skali mikro zostają zderzone z makroskalą kosmosu, a wątki rodzinne uzupełniane są przez kontekst polityczny. W opowiedzianej achronologicznie historii poznajemy zamożną tajską rodzinę. Kamera skupia się na badaniu relacji pomiędzy sparaliżowanym od pasa w dół synem i jego opiekunem. Nagrodzone na festiwalu w Rotterdamie oraz festiwalu Nowe Horyzonty dzieło poraża zarazem wizjonerstwem i skromnością. Seans „Zwyczajnej historii” bynajmniej nie jest zwyczajny. To prawdziwie metafizyczne przeżycie.
Metafizyki w swoisty sposób dotyka też „Wydalony” (2009) Adama Sikory. To film wyjątkowy jak na polskie kino: pozbawiony dialogów, surowy eksperyment oparty na prozie Samuela Becketta, tyleż intrygujący, co programowo irytujący. „Jednym z założeń filmu było pokazanie rzeczy, które na ekranie niewątpliwie nas irytują, ale w rzeczywistości bynajmniej nie” – mówił po projekcji scenarzysta filmu, Maciej Melecki. Stąd ciągnące się w nieskończoność dźwięki szumu strumienia czy tykania zegara – wyrwane wprost z rzeczywistości i zupełnie nieprzystające do kinowych przyzwyczajeń masowego widza. „Wydalony” to dzieło trudne i męczące, jest swoistym wyzwaniem dla widza. Wyzwaniem, które warto podjąć.
W szóstym dniu festiwalu kino maghrebskie reprezentował znakomity „Żółty dom” (2007) Amora Hakkara. To intymna historia Moulouda, mieszkającego górach Atlas mężczyzny, który musi pojechać do sąsiedniego miasta by zidentyfikować zwłoki zmarłego w wypadku samochodowym syna. Wsiada więc na swój rolniczy ciągnik i wyrusza w trudną podróż. Akcja toczy się niespiesznie, a reżyser i zarazem odtwórca głównej roli skupia się przede wszystkim na wygrywaniu subtelnych emocji. „Film jest wyjątkowy w kinie maghrebskim, dlatego, że jest grany w języku berberskim. Pomimo, że Berberowie są rdzennymi mieszkańcami tego rejonu, robi się bardzo mało filmów w ich języku” – mówiła Miłka Stępień w trakcie prelekcji. „Żółty dom” to nie tylko poruszająca historia, ale także znakomite zdjęcia i piękna muzyka, po której wrażenia na długo pozostają w umysłach widzów.
Przygotował: Paweł Świerczek
DZIEŃ 5
Optymistyczny tytuł jednego z filmów rozpoczynających piąty dzień 12. Letniej Akademii Filmowej to tylko bolesna ironia. „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” (2009) jest dziełem o prozaicznym smutku, sprowokowanym przez uśmiech losu. Delia wygrywa samochód w konkursie organizowanym przez producenta butelkowanych napojów. Żeby odebrać nagrodę musi jednak zagrać w reklamówce sponsora. Jedzie więc do Bukaresztu, by cały dzień spędzić na ciągnących się w nieskończoność dublach i bezowocnych dyskusjach z rodzicami, pragnącymi sprzedać samochód wygrany przez córkę, ratując się tym samym z kryzysowej sytuacji finansowej. Nagrodzony za reżyserię na MFF w Berlinie Radu Jude obserwuje prozaiczne wydarzenia z dystansu, chłodnym okiem portretując zmęczenie i nudę na planie filmowym. „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” w paradoksalny sposób fascynuje monotonią. Monotonią dnia, który miał być dla głównej bohaterki tak wyjątkowy. Znakomita w roli Delii jest Andrea Bosneag, na twarzy której rozgrywa się porażający spektakl rezygnacji i smutku.
Smutkiem, ale jednocześnie ujmującym ciepłem przepełniony jest także debiutancki film Yasmine Kassari, „Uśpione dziecko” (2004). Akcja rozgrywa się w małej osadzie gdzieś w Maroko. Jej mieszkanki zostają pozostawione przez mężczyzn, wyjeżdżających do Hiszpanii w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Kassari portretuje wyraziste postaci kobiet, które same muszą poradzić sobie w nowo zastałej sytuacji. Tytuł nawiązuje do mitu uśpionego dziecka, według którego, dzięki specjalnemu rytuałowi, można „uśpić” nienarodzone dziecko i przedłużyć ciążę do czasu powrotu ojca. „Uwielbiam takie filmy ze względu na to, że żyje się z bohaterami, poznaje się ich obyczaje, jest się w środku tej społeczności” – mówi pani Alina.
Piąty dzień festiwalu zdominowała temat dorastania. W tunezyjskim dziele Férida Boughedira „Halafaouine, dziecko tarasów” (1990) obserwujemy kilkunastoletniego chłopaka, Selima, wchodzącego właśnie w wiek, w którym – zgodnie z muzułmańską tradycją – zostanie odłączony od matki i wejdzie w świat ojca. Ta symboliczna historia wkraczania w dorosłość podana została w formie lekkiej i przyjemnej komedii. Wygłaszająca prelekcję Ewa Linek nakłaniała jednak do głębszego spojrzenia na film Boughedira, zwracając uwagę na znaczący podział na przestrzeni w krajach islamskich, gdzie jedyną strefą, w której spotykają się zarówno mężczyźni, jak i kobiety a zasady społ
Co warto zobaczyć?
Zwierzyniec przez 350 lat związany był z Ordynacją Zamojską i właśnie materialne ślady po Ordynacji zaliczane są do najcenniejszych obiektów zabytkowych miasteczka. więcej
Skontaktuj się z nami
Stowarzyszenie Filmowe CinéEuropa
ul. Narutowicza 23/9
20-004 Lublin
t: 81 440 33 89
f: 81 440 33 79więcej
Archiwum Letniej Akademii Filmowej
Zapraszamy na nasza archiwalną stronę
www.laf-archiwum.net.pl